Trzydzieści lat, kilka zawodów, jedno miejsce – rozmowa z dr inż. Jolantą Janiszewską

Rozmowa z dr inż. Jolantą Janiszewską, Liderem Grupy Badawczej Farmacji, Chemii Kosmetycznej i Biotechnologii, CeProFarm
Trafiła do Instytutu kilka dni po obronie pracy magisterskiej i została. Po trzydziestu latach mówi, że w praktyce kilka razy zmieniała pracę bez zmiany miejsca zatrudnienia. Zaczynała od syntezy białek, dziś prowadzi zespół, działający w trzech obszarach jednocześnie: synteza substancji czynnych (API), opracowanie leków i procesy biotechnologiczne, w których bakterie stają się małymi fabrykami chemicznymi. Te trzy nurty nie są przypadkowe, to ten sam łańcuch, w którym synteza organiczna daje cząsteczkę czynną, postać leku decyduje o tym, co trafia do pacjenta, a biotechnologia coraz częściej skraca albo wręcz zastępuje klasyczną chemię. Wcześniejsze etapy jej drogi zawodowej czyli synteza białek, biotechnologia okazały się dokładnie tym, czego dziś najbardziej potrzeba.

Dr inż. Jolanta Janiszewska, CeProFarm, Łukasiewicz – IChP (Źródło: Łukasiewicz – IChP)

Jej mentor, prof. Andrzej Lipkowski, podkreślał znaczenie otwartości na różnorodne obszary badawcze, wskazując, że pozornie odległe doświadczenia i zdobywana wiedza mogą w nieoczekiwanym momencie połączyć się, prowadząc do powstania nowatorskiego rozwiązania. Jolanta Janiszewska konsekwentnie realizuje tę zasadę w swojej pracy badawczej. Rozmawiamy o tym, jak naprawdę wygląda dziś synteza substancji czynnych prowadzona w czasie rzeczywistym, opracowanie postaci leku, dlaczego biotechnologia bywa elegantsza od chemii, co dla instytutu znaczy inwestycja Kampus Mościcki.

Trzydzieści lat w jednym miejscu w czasach, gdy dziś średni pobyt w firmie to cztery lata. Jak to się dzieje, że ta praca się nie znudziła?

Tak naprawdę nie była to jedna i ta sama praca. Zaczynałam od syntezy białek, później zajmowałam się biotechnologią, a dziś jestem bliżej zagadnień związanych z lekami i produktami pokrewnymi. Wszystkie te obszary są ze sobą logicznie powiązane. W praktyce wielokrotnie zmieniałam pracę nie zmieniając miejsca zatrudnienia. Tematy ewoluują, ja nieustannie uczę się nowych rzeczy. Dzięki temu nigdy nie brakuje mi wyzwań i nie mogę powiedzieć, że się nudzę.

Ogromne znaczenie mają również ludzie, których spotykamy na swojej drodze. Miałam szczęście trafić na osoby, które potrafiły zarazić mnie pasją. Stało się to tuż po obronie pracy dyplomowej i zostało ze mną na całe życie. Kiedy dziś do zespołu dołączają młodzi, naprawdę rozumiem ich wątpliwości i niepewność, ponieważ początki w nauce bywają trudne. Dlatego tak ważne jest, aby od początku zaangażować ich w interesujące i wartościowe projekty. Jeśli nie odnajdą w nich autentycznej motywacji, bardzo łatwo mogą wybrać inną drogę zawodową.

Mówi Pani o tym kimś z ogromnym szacunkiem. Kto to był?

Profesor Andrzej Lipkowski. Wybitny naukowiec i mój mentor. To on zaszczepił we mnie radość z pracy badawczej i ciekawość, dzięki której po latach nadal nie tracę motywacji do poszukiwania nowych rozwiązań. Powtarzał zasadę, którą do dziś uważam za jedną z najtrafniejszych w nauce. Mawiał, że nie można trzymać się jednego obszaru tylko dlatego, że dobrze go znamy. Trzeba pozostawać otwartym na to, co dzieje się wokół, ponieważ wiedza napływa z różnych stron, często w sposób nieoczekiwany, a następnie łączy się, prowadząc do rozwiązania problemu. Z tej zasady wyrosły nasze cykliczne spotkania – dyskusje osób
z różnych dziedzin nauki, które szeroko łączył jeden cel badawczy. Słuchanie innych poszerzało perspektywę i inspirowało do nowych pomysłów. Wiele
z tamtych relacji przetrwało do dziś, przeradzając się w trwałe przyjaźnie. To jeden z cennych aspektów pracy w dobrych zespołach badawczych, o którym mówi się zdecydowanie zbyt rzadko.

To potwierdza, że nauka nie jest sportem jednoosobowym. Lider i mentor jednak są potrzebni, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie?

Lider i mentor są niezbędni, ale bez współpracy między różnymi obszarami nauki trudno osiągnąć naprawdę wartościowe rezultaty. W instytucie funkcjonuje naturalny łańcuch kompetencji: synteza organiczna dostarcza substancję czynną, która następnie staje się elementem rozwijanego leku, a równolegle analityka weryfikuje jakość i kontroluje przebieg całego procesu. Bardzo zależy mi na tym, aby naukowcy zaangażowani w początkowe etapy badań interesowali się również tym, co dzieje się później. Świadomość celu i realnego wpływu własnej pracy jest jedną z najsilniejszych motywacji.

Cieszy mnie również rosnące zainteresowanie młodych ludzi pracą w nauce. Niedawno do mojego zespołu dołączyło dwoje stażystów z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, którzy chcą uczestniczyć w ambitnych projektach. Dzięki nowoczesnej aparaturze Kampusu Mościcki pozyskanej w ramach środków z KPO dysponujemy dziś infrastrukturą, która pozwala przyciągnąć nie tylko studentów i doktorantów, ale także doświadczonych naukowców. Konkurujemy
z dobrze wyposażonymi uczelniami ale to my możemy zaoferować coś, czego często im brakuje – możliwość przejścia od pomysłu do wdrożenia. To ogromna wartość zarówno dla rozwoju naukowego, jak i zawodowego.

Bioreaktory (Źródło: Łukasiewicz – IChP)

Pani droga zawodowa, jeśli ją wypisać po kolei – synteza białek, biotechnologia, postać leku – wygląda jak nielogiczny zygzak. Co je naprawdę łączy?

To tylko z pozoru zygzak. W rzeczywistości każdy z tych etapów dał mi wiedzę
i doświadczenie, bez których nie umiałabym zrozumieć kolejnego. Synteza białek nauczyła mnie myślenia o strukturze i właściwościach cząsteczek, biotechnologia pokazała, jak wykorzystać procesy biologiczne do tworzenia nowych rozwiązań,
a praca nad postacią leku pozwoliła spojrzeć na cały proces z perspektywy pacjenta.

Dziś, prowadząc zespół pracujący nad bezpieczeństwem lekowym i rozwojem produktów leczniczych wiem, jak ogromne znaczenie mają solidne podstawy syntezy organicznej. Dostrzegam rosnącą rolę biotechnologii ale jednocześnie wiem, że ostatecznie liczy się to co trafia do pacjenta w postaci gotowego leku: tabletki, kapsułki, czy innej formy farmaceutycznej. Lek nie powstaje w pojedynczym procesie. Jest efektem współpracy naukowców z wielu dziedzin i decyzji podejmowanych na kolejnych etapach rozwoju technologii. I dopiero połączenie wiedzy chemicznej, biologicznej, farmaceutycznej i analitycznej pozwala stworzyć produkt, który będzie skuteczny, bezpieczny i możliwy do zastosowania w praktyce.

Pojawiło się w Pani wypowiedzi pojęcie reakcji prowadzonej i analizowanej w czasie rzeczywistym. Co konkretnie to zmienia w sposobie pracy chemika?

Zmienia filozofię procesu, sposób myślenia o jego prowadzeniu. Tradycyjnie chemik pracuje w cyklu: przeprowadzić reakcję, wyizolować produkt, a następnie go przeanalizować. Są to trzy odrębne etapy, między nimi trzeba proces zatrzymać i czekać na wyniki. Dziś, dzięki nowoczesnej infrastrukturze badawczej z KPO dysponujemy systemami, które pozwalają monitorować przebieg reakcji na bieżąco, bez pobierania próbek, bez przerywania procesu. Możemy obserwować, co dzieje się w czasie rzeczywistym, reagować na zmiany i szybciej podejmować decyzje. To nie tylko zwiększa efektywność pracy, ale także dostarcza znacznie więcej informacji o samym procesie.

Do tego dochodzi kwestia, która w pracy technologa jest najważniejsza, czyli skalowanie. Opracowanie procesu w laboratorium to dopiero początek, później trzeba go przenieść do większej skali. Dzięki nowoczesnej aparaturze możemy płynnie przechodzić od niewielkich objętości laboratoryjnych do skali pośredniej, a następnie do skali pilotowej. Ogranicza to ryzyko błędów i pozwala wcześniej identyfikować potencjalne problemy technologiczne.

Równolegle inwestujemy w programy obliczeniowe i biblioteki danych, które pozwalają symulować przebieg procesu. Wykorzystujemy modele obliczeniowe oraz rozbudowane bazy danych, które pomagają przewidywać przebieg procesów i optymalizować ich parametry jeszcze przed rozpoczęciem eksperymentów. Dzięki temu możemy szybciej i efektywniej opracowywać technologie, które mają szansę trafić do praktycznego zastosowania.

Czy biotechnologia to dziś rewolucja? Chemikom pewnie się to nie podoba.

Dobrym chemikom biotechnologia nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Dziś coraz częściej obie dziedziny się uzupełniają. Biotechnologia przemysłowa pozwala skracać niektóre procesy, obniżać koszty wytwarzania i ograniczać wpływ produkcji na środowisko. W wielu przypadkach można wykorzystać mikroorganizmy jako „małe fabryki”, zdolne do produkcji określonych związków w sposób bardziej efektywny i zrównoważony w porównaniu do typowych procesów chemicznych. To fascynujące rozwiązanie, szczególnie tam, gdzie klasyczna synteza byłaby wieloetapowa, skomplikowana i obciążająca dla środowiska. Biotechnologia wykorzystuje precyzję i dokładność przyrody.

Dobrym przykładem są prace prowadzone w instytucie nad biopolimerem P3HB. Jest on wytwarzany przez bakterie, a naszym zadaniem jest stworzenie odpowiednich warunków hodowli oraz efektywne wydzielenie końcowego produktu. Kluczowym osiągnięciem było opracowanie takich modyfikacji genetycznych aby bakterie wytwarzały biopolimer. To doskonale pokazuje siłę i piękno biotechnologii. Zamiast budować złożone procesy chemiczne, wykorzystujemy naturalne mechanizmy biologiczne do realizacji tego samego celu.

W obszarze biotechnologii nasze inwestycje realizowane ze środków KPO to wręcz rewolucja. Pozwoliły one wyposażyć laboratoria w nowoczesną i często unikatową aparaturę badawczą. Jednak równie ważne jak samo opracowanie innowacyjnego rozwiązania jest jego skalowanie. I ponownie wracamy do poruszonego wcześniej tematu skalowania technologii. Nawet najlepsza technologia ma ograniczoną wartość, jeśli pozostaje wyłącznie eksperymentem laboratoryjnym. Dlatego naszym celem jest skrócenie drogi od wyniku badań do zastosowania przemysłowego i stworzenie warunków, które umożliwią przejście od skali laboratoryjnej do wdrożenia bez ryzykownego skoku technologicznego.

Laboratorium CeProFarm (Źródło: Łukasiewicz – IChP)

Co konkretnie zmieniła w Państwa pracy aparatura kupiona z KPO?

Najkrócej mówiąc aparatura zakupiona w ramach KPO znacząco zwiększyła naszą zdolność do szybkiego reagowania na potrzeby innowacyjnego przemysłu i wyzwania nowoczesnej gospodarki. To dla nas wyjątkowy impuls rozwojowy, ponieważ pozyskany sprzęt jest nie tylko liczny, ale często unikalny w skali kraju. Inwestycje Centrum Rozwoju Produktów Farmaceutycznych i Pokrewnych (CeProFarm) Kampusu Mościcki objęły wszystkie kluczowe obszary działalności naszej Grupy Badawczej – syntezę substancji czynnych (API), opracowywanie postaci leków oraz procesy biotechnologiczne. Dzięki temu dysponujemy nowoczesnymi systemami zarówno do prowadzenia procesów syntezy, jak i ich zaawansowanej analizy oraz monitorowania.

Jeszcze do niedawna opracowanie nowych ścieżek syntezy czy optymalizacja procesów wymagały znacznie więcej czasu i często były ograniczane przez dostępność odpowiednie infrastruktury. Dziś możemy szybciej projektować eksperymenty, na bieżąco śledzić ich przebieg i sprawniej oceniać wyniki. To oznacza krótszy czas od pomysłu do rozwiązania oraz większą skuteczność w podejmowaniu decyzji dotyczących dalszych etapów badań.

Z mojego punktu widzenia najważniejsze jest jednak to, że laboratoria CeProFarm zyskują możliwość szybszego uzyskiwania danych. W obszarze badań związanych ze zdrowiem każda poprawa efektywności ma znaczenie, ponieważ przyspiesza rozwój technologii i produktów, które w przyszłości mogą znaleźć zastosowanie w terapii pacjentów.

Aparat Suntest do badań starzeniowych (Źródło: Łukasiewicz – IChP)

Dobry sprzęt to dziś już nie luksus?

Dobry sprzęt nie jest luksusem już od dawna. Patrzę na to z perspektywy trzydziestu lat pracy naukowej i widzę wyraźnie, jak bardzo zmieniło się podejście do infrastruktury badawczej. Kiedy młody człowiek trafia do laboratorium wyposażonego w nowoczesną aparaturę, od początku widzi ścieżkę rozwoju – od pracy eksperymentalnej, przez doktorat, aż po kolejne etapy kariery naukowej, w tym doktoratami i habilitacjami. Pojawia się w tym sens, który jest kluczowy dla utrzymania motywacji. Nowoczesny sprzęt przekłada się również bardzo konkretnie na jakość i wiarygodność wyników. A to z kolei ułatwia publikowanie danych, zdobywanie grantów i realizację kolejnych projektów.

Z mojego punktu widzenia infrastruktura badawcza jest dziś absolutnie podstawowym warunkiem prowadzenia nowoczesnej nauki, a wręcz można powiedzieć, że pełni rolę podobną do tlenu. Bez niej trudno mówić o postępie czy konkurencyjnych badaniach na poziomie międzynarodowym.

Instytut deklaruje, że chce być nie tylko jednostką badawczą, ale też wytwórcą i właścicielem własnych rozwiązań. To duża zmiana tożsamości.

To nie jest już tylko deklaracja, ale proces który realnie się dzieje. Instytut przeszedł i nadal przechodzi zmianę swojej tożsamości. Tworzy, rozwija i w pewnych obszarach także wdraża własne rozwiązania. Przykładem jest opracowanie i wdrożenie leku Biodribin. Obecnie pracujemy nad autorską technologią syntezy kladrybiny. To kolejny duży projekt o potencjale rynkowym. Równolegle współpracujemy z firmami farmaceutycznymi, realizując projekty na ich zlecenie i wspólnie rozwijając nowe technologie.

Inwestycja CeProFarm Kampus Mościcki wyraźnie zmienia naszą pozycję na rynku. Zyskaliśmy możliwości, dzięki którym możemy jeszcze szybciej i trafniej odpowiadać na wyzwania przemysłu. To bezpośrednio wiąże się z jednym z kluczowych wyzwań współczesnej farmacji, czyli dostępnością leków. Dzięki rozwijanej infrastrukturze i kompetencjom możemy nie tylko projektować nowe rozwiązania, ale również aktywnie uczestniczyć w ich wdrażaniu i komercjalizacji. W moim przekonaniu bez tego elementu cała inwestycja w naukę pozostaje niepełna.

Czy największa satysfakcja w pracy to moment, kiedy może kupić to, nad czym się pracowało. Jak długi jest dystans między laboratorium a apteczną półką?

Ten dystans bywa bardzo długi i właśnie dlatego ten moment ma tak wyjątkowy charakter. Droga od pierwszego pomysłu w laboratorium do produktu dostępnego na rynku obejmuje wiele etapów i lat: od fazy koncepcyjnej, przez rozwój procesu w skali laboratoryjnej, po w pełni zwalidowaną technologię, z weryfikacją analityczną każdego etapu wytwarzania oraz dokumentacja rejestracyjną. Na każdym z tych etapów projekt może się zatrzymać lub zostać zmodyfikowany, dlatego dopiero przejście całej tej ścieżki jest dużym osiągnięciem. Właśnie dlatego ogromną satysfakcję daje mi moment, w którym widzę, że efekt pracy badawczej nie pozostaje wyłącznie w sferze eksperymentu, ale staje się realnym produktem, który po prostu kupić w aptece czy drogerii.

Wierzę, że inwestycja w Kampus Mościcki będzie dobrze służyć całemu zespołowi CeProFarm – zarówno doświadczonym badaczom, jak i osobom dopiero rozwijającym swoje kompetencje i kariery. To inwestycja, z której skorzystamy wszyscy, jako społeczeństwo, pacjenci i uczestnicy systemu ochrony zdrowia.

przeczytaj również​

This will close in 0 seconds

This will close in 0 seconds