Historia
Instytut Chemii Przemysłowej istnieje od 1916 roku, kiedy to z inicjatywy prof. Ignacego Mościckiego powstała we Lwowie pierwsza w Polsce placówka naukowo-badawcza związana z przemysłem chemicznym (spółka METAN), przekształcona w 1922 r. w Chemiczny Instytut Badawczy (ChIB). Kilka lat później, w 1926 roku, siedziba Instytutu została przeniesiona do Warszawy.
Zadaniem Chemicznego Instytutu Badawczego była działalność naukowa, mająca na celu budowę i rozwój polskiego przemysłu chemicznego, ze szczególnym uwzględnieniem wykorzystania surowców krajowych – węgla, gliny i soli kamiennej. Najważniejszym wtedy osiągnięciem Instytutu było opracowanie technologii otrzymywania kauczuku syntetycznego (KER), uruchomienie w kraju instalacji do jego produkcji (jako trzeciej na świecie po Niemczech i Związku Radzieckim) oraz sprzedaż licencji, na podstawie których wybudowano szereg instalacji za granicą.
Po przerwie spowodowanej II wojną światową, działalność naukowo-badawczą ChIB reaktywowano już w 1945 roku w ramach Instytutu Przemysłu Chemicznego, z którego w 1948 roku został utworzony Główny Instytut Chemii Przemysłowej, przekształcony następnie w 1951 roku w Instytut Chemii Ogólnej – resortowy instytut Ministerstwa Przemysłu Chemicznego. W 1971 roku, z połączenia Instytutu Chemii Ogólnej oraz Instytutu Tworzyw Sztucznych, powstał Instytut Chemii Przemysłowej. W 1990 roku nadano mu imię Profesora Ignacego Mościckiego.
Dorobek lat powojennych to ok. 2000 patentów, setki oryginalnych opracowań technologicznych i aparaturowych zastosowanych na skalę przemysłową w kraju i za granicą, dziesiątki instalacji pracujących w oparciu o licencje IChP.
Opracowanie i światowe wdrożenia polskiej technologii wytwarzania cykloheksanonu z benzenu, mieszaniny c-nonu i c-nolu oraz kaprolaktamu – to kolejne ze spektakularnych osiągnięć Instytutu. Pierwszą instalację półtechniczną uruchomiono w Zakładach Azotowych w Tarnowie w 1962 r.
Z kolejnych wdrożeń warto wymienić również technologię otrzymywania TDI (główny surowiec do produkcji poliuretanów) – nowatorski proces fosgenowania TDA, zakupiony przez BASF (2012) czy opracowanie technologii procesu współuwodornienia frakcji ropopochodnych z olejami roślinnymi lub tłuszczami zwierzęcymi jako źródła biokomponentów dla oleju napędowego PKN Orlen S.A. (2019) i technologii otrzymywania węglowodorów ciekłych z olejów naturalnych (technologia HVO – 2022).
Krokiem milowym w obszarze farmacji było wdrożenie do produkcji – w latach dziewięćdziesiątych – preparatu przeciwbiałaczkowego BIODRIBIN® na bazie kladrybiny wyprodukowanej w Instytucie. W 2000 r. wdrożono w BIOTON S.A. autorską technologię wytwarzania substancji insuliny ludzkiej oraz jej form gotowych serii GENSULIN®. To pierwszy polski lek wytwarzany metodą inżynierii genetycznej.
Obecnie Instytut oferuje kompleksowe opracowania i wdrożenia technologii wytwarzania produktów leczniczych oraz substancji czynnych (API). Są one wytwarzane w najwyższych standardach GMP, CEP i ASMF na bazie własnych autorskich technologii i wdrożeń. Instytut jest kluczowym wytwórcą API na rynku polskim (drugim pod względem wielkości produkcji wg IQVIA) i posiada w swojej ofercie 8 substancji czynnych.
Od 1 kwietnia 2019 r. Instytut wszedł w skład Sieci Badawczej Łukasiewicz, przyjmując nazwę Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Chemii Przemysłowej imienia Profesora Ignacego Mościckiego.
1 czerwca 2020 r. należące do Sieci Badawczej Łukasiewicz: Instytut Farmaceutyczny (Łukasiewicz – IF) oraz Instytut Biotechnologii i Antybiotyków (Łukasiewicz – IBA) zostały włączone do Instytutu Chemii Przemysłowej imienia Profesora Ignacego Mościckiego (Łukasiewicz – IChP).
Historia Instytutu w okresie 1916-1927 (fot. Archiwum Łukasiewicz – IChP)
Od METAN-u do chemii, która działa. Część pierwsza: Początek
Wszystko zaczyna się we Lwowie w 1916 roku – nie od samotnego geniusza, tylko od zespołu złożonego tak, by pomysł miał szansę stać się rozwiązaniem. Obok inicjatora Ignacego Mościckiego pojawiają się ludzie z dwóch światów naraz: Władysław Szaynok, dyrektor Banku Naftowego, który daje przedsięwzięciu stabilność organizacyjną i finansową; Kazimierz Kling – docent Uniwersytetu Lwowskiego, ręce i tempo METAN-u, człowiek od doświadczeń, aparatury i technologii; oraz Marian Wieleżyński, należący do założycieli i „ludzi od konkretów”. Tak rodzi się METAN – pionierska placówka naukowo-badawcza, która od pierwszego dnia ma być „chemią do użycia”: miejscem, gdzie problem z przemysłu przechodzi przez laboratorium i wraca jako technologia.
„Dziesięć minut i po problemie” – tak w źródłach wraca anegdota, która idealnie oddaje ducha spółki METAN. Mościcki wychodzi z Instytutu, idzie do domu i po drodze układa w głowie odpowiedź na „problem technologiczny”, z którym przemysł naftowy zmaga się codziennie: ropa, która miała być surowcem, zamienia się w upartą emulsję – woda miesza się z olejem tak, że nie chce się rozdzielić ani „siłą”, ani cierpliwością.
Emulsja ropna tzw. „kał ropny” zatruwa rzeki i potoki Małopolski Wschodniej. Następnego dnia rano Mościcki dzieli się pomysłem z Klingiem. Kling robi doświadczenie: najpierw na emulsji sztucznej, potem na materiale z borysławskich szybów. Działa. I właśnie w takim tempie rodzi się rzecz, którą dziś nazwalibyśmy esencją badań wdrożeniowych: w 1920 r. spółka zyskuje pierwszy patent nr 80 805 i praktyczne zastosowanie.
Ta krótka scena mówi o METAN-ie więcej niż długie definicje. W jednym kadrze widać charakter: bez fanfar i akademickiej celebracji, za to z cichą pewnością, że nauka zaczyna się naprawdę wtedy, gdy ktoś na końcu łańcucha ma problem do rozwiązania.
W kolejnych odcinkach pokażemy osiągnięcia METAN-u i zobaczymy, jak „chemia do użycia” przestaje być ideą, a staje się systemem. To podejście, rozpoczęte w 1916 roku, jest nicią, którą da się poprowadzić aż do dzisiejszego Łukasiewicz – Instytutu Chemii Przemysłowej.
Od METAN-u do chemii, która działa. Część 2: Mechanizm
METAN wypłaca dywidendy w pierwszych latach po wojnie. Kraj w chaosie, waluta w rozsypce, granice jeszcze płynne — a spółka badawcza przynosi zysk. To nie cud, tylko konstrukcja.
W METAN-ie od pierwszych dni obowiązywała prosta zasada: laboratorium ma rozwiązywać problemy przemysłu. Problem trafiał do zespołu badawczego, w laboratorium powstaje rozwiązanie, a następnie wracał do praktyki jako technologia — zabezpieczona patentem i gotowa do zastosowania. To rdzeń działalności spółki: już w dokumentach założycielskich zapisano prowadzenie prac chemiczno-technicznych oraz „użytkowanie” opracowanych metod i rozwiązań. Ten pragmatyzm widać także w sposobie zarządzania. Kierownictwo instytutu badań „METAN” obejmuje prof. Ignacy Mościcki z Politechniki Lwowskiej oraz dr. Kazimierz Kling, docent Uniwersytetu Lwowskiego — duet, który łączy wizję z warsztatem doświadczalnym i tempem pracy „pod przemysł”. Nadzór nad działalnością sprawowała Rada Nadzorcza w składzie: inż. Emil Piwoński, inż. Władysław Szaynok, prof. dr Stanisław Tołłoczko oraz inż. Józef Tomicki. W 1922 roku zespół liczył 16 osób. Specjaliści od doświadczeń, analiz, technologii.
I jeden człowiek od patentów — dziś powiedzielibyśmy: IP managerowie. W firmie, która mieściła się w jednym budynku, ktoś zajmował się wyłącznie tym, żeby wynalazki nie wyciekały za darmo. Taka konstrukcja mówiła jasno: METAN ma być przedsięwzięciem prowadzonym jak technologia — z kierunkiem, odpowiedzialnością, dyscypliną jakości oferującą wymierne korzyści.
I ta maszyna pracowała. Do końca działalności spółki: ponad 100 zgłoszeń, uzyskano 22 patenty. Każdy zaczynał się tak samo — od problemu, który ktoś przynosił z zewnątrz. Codzienna praca wyglądała prozaicznie: gaz ziemny, ropa, paliwa stałe. METAN badał składy, mierzył zanieczyszczenia, odpowiadał na pytania, bez których żaden zakład nie podejmie decyzji — ile wody, ile siarki, dlaczego wczoraj działało, a dziś nie. Twarde dane zamiast intuicji. A kiedy już było wiadomo „co” i „dlaczego”, zaczynał się etap najtrudniejszy: jak to zrobić, żeby zadziałało nie tylko w kolbie, lecz również w fabryce. Tu widać było znak firmowy — opracowania obejmowały chemię, proces i urządzenia. Komplet.
Żeby wiedza nie zamykała się w jednym laboratorium, METAN wydawał czasopismo „Metan” dla branży gazowniczej, a od 1920 roku naturalną kontynuacją jest „Przemysł Chemiczny”. Wspólny język, wspólne standardy — żeby rozwiązania krążyły szybciej niż problemy. Tyle o mechanizmie. W kolejnej odsłonie zobaczymy, co z niego wyszło.
Od piwnic Uniwersytetu do patentów. Część 3: Osiągnięcia METAN-u
Piwnice Uniwersytetu Lwowskiego, 1916 rok. Wojna za oknem, a w prowizorycznym laboratorium — zespół, który pracuje tak, jakby miał do dyspozycji cały świat
To jest właśnie najbardziej uderzające we lwowskim okresie METAN-u. Warunki trudne, ale sposób pracy — bardzo profesjonalny. Konsekwentny. Nastawiony na wdrożenie. I co ważne: nie zamknięty w piwnicy. METAN pracował równolegle “w terenie” — tam, gdzie był problem do rozwiązania. Przy przerobie emulsji naftowych uzyskano trzy patenty. Przy produkcji gazoliny opracowano prosty sposób oddzielania lotnych składników, które utrudniały transport i powodowały straty. Szybkie próby, sprawdzanie na rzeczywistym materiale. Powrót z rozwiązaniem, które da się zastosować.
Zespół nie poprzestawał na tym, co oczywiste. Opracowywał całe procesy technologiczne — i szukał ich najsłabszych punktów. Przykład pierwszy: ciekły amoniak bez sprężarki. W praktyce chodziło o to, by obejść najbardziej wymagający element instalacji – sprężarkę – i uprościć drogę do produktu, który jest fundamentem wielu technologii chemicznych.
W praktyce chodziło o to, by obejść najbardziej wymagający element instalacji – sprężarkę – i uprościć drogę do produktu, który jest fundamentem wielu technologii chemicznych. W warunkach wojny i niedoborów takie “odchudzenie” aparatury decydowało o tym, czy proces da się w ogóle uruchomić. Drugi przykład to cyjanowodór. Zespół sięgnął po łuk elektryczny do jego otrzymania — ekstremalne warunki reakcji, ale kontrolowane. Prąd nie jako koszt, tylko jako narzędzie technologiczne. Myślenie bardzo przemysłowe.
Do tego dochodziły rozwiązania czysto „inżynierskie”, bez których wdrożenia nie istnieją. Piec elektryczny do wytwarzania karbidu. Karbid to brama do acetylenu — surowca, który otwiera całe łańcuchy surowcowe. Żeby go mieć, trzeba było najpierw opanować produkcję karbidu. METAN dał to rozwiązanie.
Wieże absorpcyjne dla tlenków azotu. W każdym procesie spalania powstają NOx-y — gazy, które uciekają, zanieczyszczają, oznaczają stratę. Wieże w postaci konstrukcji pieców elektrycznych pozwalały je wychwycić, zatrzymać w procesie i wykorzystać dalej. Zamiast tracić — kontrolować.
Detale — ale to właśnie one decydują, czy coś działa stabilnie, wydajnie i w skali. Wszystko dokumentowane. Te pierwsze osiągnięcia zdecydowały o dalszym losie zespołu — i człowieka, który go zbudował.
Prezydent, który wyszedł z laboratorium. Część 4: Prof. Ignacy Mościcki
“Nie chodzi o to, żeby robić. Chodzi o to, żeby zrobić.”
Ta dewiza towarzyszyła Ignacemu Mościckiemu przez całe życie — także wtedy, gdy nic jeszcze nie zapowiadało przyszłego profesora i prezydenta. Młody emigrant, któremu skończyły się oszczędności, pracował jako fryzjer, stolarz, zecer w “Przedświcie”. Brał to, co było. Ale kiedy w 1897 roku zapisał się na wydział fizyko-matematyczny Uniwersytetu we Fryburgu, wszystko się zmieniło. Roczny kurs ćwiczeń z fizyki — zaliczony w dwa miesiące. Szesnaście godzin nauki dziennie. Asystentura. Wykonanie doświadczeń tak atrakcyjne, że przychodzili na nie studenci, którzy fizyki nie studiowali.
Ale Mościckiego ciągnęło gdzie indziej. Do laboratorium. Tam pomysł można sprawdzić, poprawić, doprowadzić do działania.
Na przełomie wieków świat stanął przed problemem: saletra chilijska — główne źródło związków azotu — była bliska wyczerpania.
Mościcki odpowiedział piecem, który podgrzewał powietrze do 3000°C za pomocą wysokiego napięcia. W takich warunkach powstaje tlenek azotu — pierwszy krok do kwasu azotowego. A kwas azotowy to nawozy, to materiały wybuchowe, to strategiczna niezależność. Technologia zadziałała tak dobrze, że fabryka, której budowę nadzorował, całkowicie uniezależniła Szwajcarię od importu związków azotu. I jeden szczegół z tamtego czasu: w szwajcarskim urzędzie patentowym zgłoszenia Mościckiego trafiały na biurko rzeczoznawcy o nazwisku Albert Einstein.
W 1912 roku Politechnika Lwowska zaproponowała Mościckiemu katedrę elektrochemii technicznej i chemii fizycznej. Senat przyznał tytuł profesorski za osiągnięcia naukowe. Sprowadził do Lwowa kilkanaście ton aparatury i maszyn z Fryburga. I zabrał się do budowania, które wieńczy powstanie w 1916 r. ośrodka naukowego METAN SA.
Konieczność państwowa. Część 5: Przeprowadzka
Wyobraźcie sobie Żoliborz w 1922 roku. Najbliższy tramwaj — Plac Inwalidów. Potem dzisiejsza Aleja Wojska Polskiego: dwa, może trzy budynki. A dalej? Niebrukowana droga przez pustkowie. To Buraków. Tu, na 22 morgach gruntu wydzierżawionego od Ministerstwa Spraw Wojskowych ma stanąć Instytut.
Budowę uznano za konieczność państwową.
Kilka miesięcy wcześniej, 20 maja 1922 roku, METAN przestał istnieć — powstał Chemiczny Instytut Badawczy. “Chemia do użycia” miała odtąd pracować nie dla jednego zakładu, ale dla kraju.
Budowa gmachu pochłaniała ogromne sumy. Pieniędzy brakowało. Zbiórka ruszyła w Polsce i za granicą — włączyła się Polonia amerykańska. Tymczasem prace badawcze nie mogły czekać i warszawski oddział działał w budynku Szkoły Gazowej przy Ludnej 11. Ciasno, prowizorka — ale robota szła.
Na Burakowie rósł budynek, który łączył w sobie laboratorium, warsztaty oraz halę technologiczną, tak by można było przeprowadzić prace nie tylko w skali laboratoryjnej ale i technicznej. Gmach w stanie surowym stanął w grudniu 1925 r. a pace wykończeniowe trwały do grudnia 1926 r. Przerwa w badaniach trwała zaledwie cztery miesiące. Potem Instytut ruszył dalej. Pierwszym Dyrektorem został wybrany prof. Ignacy Mościcki.
Co z tamtej epoki przetrwało? Budynek nr 6 – jeden z pierwszych instytutowych gmachów – stoi do dziś. Zaprojektowany jako miejsce do pracy „na serio”: przestronne, dobrze wyposażone laboratoria, hala technologiczna i na parterze „centrum dowodzenia” prof. Ignacego Mościckiego. Jest też Sala Starej Biblioteki z historycznym księgozbiorem, w tym publikacjami z czasów II RP. No i detal najbardziej filmowy: zachowane biurko Mościckiego — materialny ślad człowieka, który myślał o nauce jak o maszynie do rozwiązywania problemów. I chyba o to chodzi w tej przeprowadzce: Warszawa nie była tylko nowym adresem, ale etapem, w którym Instytut zaczął budować swój rytm na lata.
Uruchomić instalację. Część 6: Otwarcie
14 stycznia 1928 roku w gmachu przy ul. Łączności 8 zebrali się ludzie, którzy przez sześć lat budowali polską chemię przemysłową od zera. Na uroczystość poświęcenia gmachu Instytutu przybył prezydent Ignacy Mościcki, który dwanaście lat wcześniej zakładał METAN w piwnicy Uniwersytetu Lwowskiego. Obok niego ministrowie, generalicja, prezydent miasta, przedstawiciele nauki i przemysłu.
Ksiądz kardynał Aleksander Kakowski poświęcił budynek. Minister Eugeniusz Kwiatkowski powiedział rzecz, która dobrze oddaje ducha tamtego dnia: „…. w murach tej stosunkowo do swoich zadań niepokaźnej instytucji stoimy u samego źródła u samych podstaw tych sił, które przez swój rozwój i swoją pracę w ciągu szeregu lat mogą i muszą przebudować nową Polskę na organizm wielki gospodarczo i zdrowy społecznie”.
Jesienią 2027 r., jeszcze przed oficjalną uroczystością, Instytut miał już strukturę. Wydział Czynny czyli Zarząd tworzyli: dyrektor dr Z. Martynowicz, profesorowie Kazimierz Kling, Wacław Leśniański i Wojciech Świętosławski, dr Ludwik Wasilewski i dr Tadeusz Zwisłocki.
Nad całością czuwało dwunastoosobowe Kuratorium, wśród członków m.in. generałowie Władysław Sikorski i Józef Sosnkowski. W laboratoriach praca trwała. Wydział Wielkiego Przemysłu Nieorganicznego, kierowany przez dr Ludwika Wasilewskiego, zajmował się otrzymywaniem metalicznego glinu z krajowej glinki. Prowadzono też prace nad uszlachetnianiem olejów smarowych oraz rozkładem węglowodorów do wodoru i sadzy, te ostatnie na zlecenie Państwowej Fabryki Związków Azotowych w Tarnowie.
Wydział Węglowy pod kierunkiem prof. Świętosławskiego badał brykietowanie miału węglowego bez lepiszcza oraz przeróbkę węgli polskich, w tym szczególnie nad produktami destylacji węgli w niskich temperaturach.
Dział Analizy Paliwa Stałego, kierowany przez prof. Klinga, powstał z inicjatywy górnośląskich przemysłowców węglowych. Chodziło o przebadanie polskich węgli i porównanie ich z ważniejszymi gatunkami zagranicznymi.
W Instytucie pracowało wtedy 18 pracowników naukowych i 7 pomocniczych, 36 pracowników warsztatów, 11 administracyjnych oraz laboranci, woźni i gońcy. W 1927 roku zgłoszono 10 patentów. „Przemysł Chemiczny” ukazywał się jedenasty rok, w nakładzie 800 egzemplarzy.
Na zakończenie uroczystości dyrektor Martynowicz przedstawił plany: budowa wytwórni aparatury i czystych odczynników, magazynu, domu dla niższych pracowników. I projekty dwóch kolejnych budynków laboratoryjnych – Instytutu Węglowego i Przemysłu Rolnego.
Potem zwrócił się do prezydenta i ofiarował mu medal wybity na pamiątkę tego z podobizną prof. Ignacego Mościckiego. Prezydent uruchomił instalację do produkcji tlenku glinu z gliny.
Nowy Jork, 1939. Część 7: Opona z kartofla
W 1939 roku w polskim pawilonie na Nowojorskiej Wystawie Światowej stała opona. Podpis: zrobiona z alkoholu z ziemniaków. Redaktorzy dziennika The New York Times odwiedzili pawilon kilka dni po napaści Niemiec na Polskę. Napisali, że to najsmutniejsze miejsce na całej wystawie, podkreślając jednak, że w ogólnym przygnębieniu jedyną rzeczą, która budziła więcej zdziwienia niż smutku była solidnie wyglądająca opona z kartofla.
Inż. Wacław Szukiewicz pracował nad procesem wytwarzania kauczuku erytrenowego KER z bioetanolu od kilku lat w laboratorium Instytutu przy ul. Łączności 8. Cel był prosty: kauczuk syntetyczny bez ropy naftowej.
Polska jej nie miała, za to bioetanol z ziemniaków był w zasięgu. Kluczem okazał się katalizator, który Szukiewicz opracował, sprawdził w skali półtechnicznej w 1936 roku, a dwa lata później w Dębicy ruszyła wytwórnia o zdolności produkcyjnej tysiąca ton rocznie. Kauczuk KER trafiał do Stomilu S.A. i zamieniał się w opony. Do 8 września 1939 roku.
Wojna rzuciła Szukiewicz przez Włochy do Stanów Zjednoczonych, gdzie uzyskał patent USA nr 2357855 na polski proces produkcji kauczuku. W firmie Publicker Alcohol Co. uruchomił wytwórnię o zdolności dziesięciu tysięcy ton rocznie, mimo oporu amerykańskiego lobby naftowego.
Dziś procesy produkcji biobutadienu z bioetanolu są znów na agendzie. Firma Michelin, kilkadziesiąt ośrodków badawczych na świecie, surowce odnawialne. Temat wrócił po osiemdziesięciu latach.
Wrzesień 1939. Część 8: Przerwana praca
W czerwcu 1939 roku „Przemysł Chemiczny” drukował ogłoszenia o XIX Kongresie Chemii Przemysłowej, który miał się odbyć w Warszawie we wrześniu. Numer ósmy rocznika 1939 ukazał się normalnie. Numeru dziewiątego nie było.
Lato 1939
W Dębicy stała już gotowa fabryka syntetycznego kauczuku. Używała jako surowca keru opracowanego przez Chemiczny Instytut Badawczy. W Starachowickich Zakładach Górniczo-Hutniczych działały piece komorowe i szybowe według metody Działu Węglowego do produkcji półkoksu i koksu z polskich węgli niekoksujących. Trwały prace nad aluminium z krajowych glin, nad rafinacją elektrolityczną aluminium w stopionych chlorkach, nad węglem aktywnym, nad odwadnianiem azeotropowym spirytusu.
W Dziale Analitycznym wykonano ponad dwanaście tysięcy oznaczeń dla prawie trzech tysięcy materiałów. Zakupiono nowoczesną aparaturę spektrograficzną i polarograficzną i zatrudniono specjalistę, docenta Uniwersytetu Lwowskiego Michała Michalskiego.
Rozważano już w przyszłości przekształcenie Działu w Instytut Badania Materiałów.
Budowano pawilon węglowy, dzisiejszy budynek numer 7.
Kongres, który miał być we wrześniu
XIX Kongres Chemii Przemysłowej miał się odbyć w Warszawie w dniach 24 września – 1 października 1939 roku. Protektorat objął Prezydent Mościcki. Przewodnictwo rektor Politechniki Warszawskiej profesor Józef Zawadzki. Przygotowywano referaty, zapraszano gości z zagranicy, drukowano materiały kongresowe.
W czerwcowym numerze „Przemysłu Chemicznego” opublikowano listę firm uczestniczących w wystawie maszyn i aparatów dla przemysłu chemicznego. Były wśród nich Zjednoczone Fabryki L. Zieleniewski i Fitzner-Gamper z Krakowa, Zakłady Budowy Maszyn „Huta Zgoda” ze Świętochłowic, H. Cegielski z Poznania. W „Wiadomościach Przemysłu Chemicznego” nr 9 z 1939 roku pisano o intensywnych pracach przygotowawczych i zamieszczono reprodukcję znaczka kongresowego.
Numer ósmy „Przemysłu Chemicznego” ukazał się normalnie.
Numeru dziewiątego nie było
Niemcy hitlerowskie wtargnęły do Polski 1 września 1939 roku. Warszawa skapitulowała 28 września. Kongres, który miał się zacząć 24 września, nigdy się nie odbył. Fabryka opon w Dębicy stanęła. Rocznik „Przemysłu Chemicznego” urwał się w połowie.
Ciągłość
Instytut znalazł się pod okupacją. Kampus na Żoliborzu zajęli Niemcy. Część pracowników zdążyła się ewakuować lub wyjechać. Część pozostała. Część trafiła do obozów i tam zginęła.
Budynki jednak ocalały. Kampus przetrwał wojnę w stosunkowo dobrym stanie. Aparatura w znacznej części została rozgrabiona lub zniszczona, lecz mury stały. Po wojnie Instytut wznowił działalność pod nową nazwą i w nowych realiach politycznych. Tradycja badawcza została przerwana, ale nie unicestwiona. Ci, którzy ją tworzyli i przeżyli, wrócili do pracy.















