Jubileusz Instytutu

Do uroczystego otwarcia Kampusu Mościcki zostało:

Dni
Godziny
Minuty

Jubileusz 110-lecia Instytutu

Był rok 1916. Polska nie istniała jeszcze na mapach, a w piwnicy gmachu chemicznego Uniwersytetu Lwowskiego kilku chemików zakładało spółkę pod zwyczajną, handlowo brzmiącą nazwą „METAN”. Jej inicjator, profesor Ignacy Mościcki, zapisał w statucie Chemicznego Instytutu Badawczego, w który METAN przekształcił się sześć lat później: „działalność pionierska w kierunku pracy naukowo-twórczej nad budową przemysłu chemicznego w Polsce”.

Od tamtego momentu minęło sto dziesięć lat. Przeszliśmy drogę od lwowskiej piwnicy przez pierwszy instytut badawczy na warszawskim Żoliborzu, wojnę, która na sześć lat zawiesiła działalność, przez kolejne zmiany ustrojowe i nazwy aż po dzisiejszy Łukasiewicz – Instytut Chemii Przemysłowej i powstający Kampus Mościcki z trzema centrami badawczymi, który – mam nadzieję – zdefiniuje jego następne dekady. Zmieniały się technologie i narzędzia, ale nie zmieniła się zasada, którą wpisał założyciel – praca naukowa ma służyć przemysłowi i państwu. Rozwijamy technologie niskoemisyjne, farmaceutyczne, biotechnologiczne. Produkujemy substancje czynne leków i leki dla pacjentów w Polsce i za granicą.

Jubileusz 110-lecia obchodzimy więc inaczej. To nie jest epilog. To nowy rozdział. Zapraszam Państwa, żeby otworzyć go razem z nami.

dr inż. Ewa Śmigiera Dyrektor Łukasiewicz – Instytutu Chemii Przemysłowej 

Początki Instytutu

Od spółki do Instytutu

W 1916 roku, pod szyldem handlowej spółki „METAN”, w piwnicach Uniwersytetu Lwowskiego ukryła się grupa chemików z wielkim planem – stworzyć polski Instytut badań chemicznych, zanim Polska odzyska niepodległość. Inicjatorem był profesor Ignacy Mościcki, wspierany przez inż. Władysława Szaynoka i inż. Mariana Wieleżyńskiego. Sześć lat później, 17 czerwca 1922 roku, spółka oficjalnie przekształciła się w Chemiczny Instytut Badawczy. Polska chemia przestała być marzeniem – stała się instytucją.

Od spółki do instytutu

Był rok 1916. Polska nie istniała jeszcze na mapach. W piwnicy gmachu chemicznego Uniwersytetu Lwowskiego kilku chemików zakładało instytut badawczy pod szyldem spółki handlowej.

Spółka, która nie była spółką

Na papierze widniała spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, zarejestrowana zgodnie
z prawem austriackim i nosząca handlowo brzmiącą nazwę „METAN”. W praktyce stała się zarodkiem polskiego instytutu naukowo-technicznego, założonego jeszcze w czasie, gdy polskie państwo istniało tylko w planach.

Inicjatorem był profesor Ignacy Mościcki, wówczas wykładowca Politechniki Lwowskiej, wspierany przez pionierów polskiego przemysłu gazowo-naftowego inżyniera Władysława Szaynoka i inżyniera Mariana Wieleżyńskiego. Pierwsze laboratoria znalazły miejsce w piwnicy gmachu chemicznego Uniwersytetu Lwowskiego.

METAN prowadził prace badawcze, składał patenty i szkolił młodych chemików. Sam Mościcki wniósł do niego kilka własnych wynalazków: metody rozdzielania emulsji ropnych, destylacji ropy naftowej, absorpcji gazoliny i rozkładu cyjanków. To właśnie na nich spółka zarabiała, zanim jeszcze powstało państwo, które mogłoby ją subsydiować. Gdy w 1918 roku Polska odrodziła się jako Rzeczpospolita, METAN miał już dorobek, kadrę i plany. Potrzebował tylko formalnego statusu. 17 czerwca 1922 roku spółka oficjalnie przekształciła się w Chemiczny Instytut Badawczy.

Sprawa wspólna

Zanim jeszcze stanęły mury nowej siedziby, w maju 1922 roku na łamach „Przemysłu Chemicznego” rozpoczęła się publiczna zbiórka na fundusz budowy gmachów instytutu. Miesiąc po miesiącu pismo drukowało listy „członków wspierających” i wpłat. Przy nazwisku – kwota. Przy dacie – rosnąca cyfra.

W pierwszym roku zbiórki instytut wsparło 56 osób. Rok później już 115 członków i 138 wpłat. W 1924 roku, kiedy marka polska została wymieniona na stabilnego złotego, lista urosła do 118 członków wspierających i 214 wpłat na fundusz budowy. Budowa instytutu stała się wspólną sprawą.

Pierwsze kontrakty

Od 1924 roku instytut zaczął zarabiać pierwsze poważne pieniądze. Ministerstwo Spraw Wojskowych podpisało umowę na 24 tysiące złotych rocznie na opracowanie metody otrzymywania metalicznego glinu z krajowych glin. Towarzystwo „Karpaty” wpłaciło 15 tysięcy franków szwajcarskich za ustawienie na swoich szybach dziesięciu aparatów METAN-u do oczyszczania emulsji ropnych. Państwowa Fabryka Olejów Mineralnych w Drohobyczu płaciła 10 tysięcy złotych rocznie za patent periodycznego oczyszczania emulsji ropnej. Nauka zaczęła się dosłownie opłacać.

To, co zobaczymy wiele lat później

14 stycznia 1928 roku, w nowo poświęconym gmachu na Żoliborzu, dyrektor Zenon Martynowicz wspomni tamten początek:

„Było to w roku 1916… Z tej to piwnicy wychodząc, własną pracą doprowadziła [spółka] do stanu chwili obecnej.”

Tym „stanem chwili obecnej” był instytut liczący 160 pracowników, z sześcioma działami badawczymi, własnym pismem i kontraktami w Europie. Wszystko zaczęło się jednak tam, gdzie stało pierwsze laboratorium, w piwnicy pod Uniwersytetem Lwowskim.

Chemik, który został Prezydentem

Ignacy Mościcki był chemikiem zanim został prezydentem. W latach emigracji pracował jako fryzjer, stolarz, zecer – ale konsekwentnie wracał do nauki. W 1922 roku na wezwanie rządu pojechał do Chorzowa przejąć od Niemców fabrykę azotniaku – spalili plany i wywieźli całą kadrę – i uruchomił ją. 1 czerwca 1926 roku Zgromadzenie Narodowe wybrało go Prezydentem Rzeczypospolitej. Instytut przekazał w inne ręce, ale nigdy go nie opuścił – przychodził, zasiadał w Kuratorium, miał tu własny gabinet.

Chemik, który został Prezydentem

“Nie chodzi o to, żeby robić. Chodzi o to, żeby zrobić.”

Ta dewiza towarzyszyła Ignacemu Mościckiemu przez całe życie także wtedy, gdy nic jeszcze nie zapowiadało przyszłego profesora i prezydenta. Młody emigrant, któremu skończyły się oszczędności, pracował jako fryzjer, stolarz, zecer w “Przedświcie”. Ale kiedy w 1897 roku zapisał się na wydział fizyko-matematyczny Uniwersytetu we Fryburgu, wszystko się zmieniło. Roczny kurs ćwiczeń z fizyki zaliczony w dwa miesiące. Szesnaście godzin nauki dziennie. Asystentura. Wykonanie doświadczeń tak atrakcyjne, że przychodzili na nie studenci, którzy fizyki nie studiowali.

Ale Mościckiego ciągnęło gdzie indziej. Do laboratorium. Tam pomysł można sprawdzić, poprawić, doprowadzić do działania.

Na przełomie wieków świat stanął przed problemem: saletra chilijska – główne źródło związków azotu było bliskie wyczerpania. Mościcki odpowiedział piecem, który podgrzewał powietrze do 3000°C za pomocą wysokiego napięcia. W takich warunkach powstaje tlenek azotu, pierwszy krok do kwasu azotowego. A kwas azotowy to nawozy, to materiały wybuchowe, to strategiczna niezależność. Technologia zadziałała tak dobrze, że fabryka, której budowę nadzorował, całkowicie uniezależniła Szwajcarię od importu związków azotu. I jeden szczegół z tamtego czasu: w szwajcarskim urzędzie patentowym zgłoszenia Mościckiego trafiały na biurko rzeczoznawcy o nazwisku Albert Einstein.

W 1912 roku Politechnika Lwowska zaproponowała Mościckiemu katedrę elektrochemii technicznej i chemii fizycznej. Senat przyznał tytuł profesorski za osiągnięcia naukowe. Sprowadził do Lwowa kilkanaście ton aparatury i maszyn z Fryburga. I zabrał się do budowania, które wieńczy powstanie w 1916 r. ośrodka naukowego METAN S.A.

Chorzów, 1922. Fabryka, której nikt nie miał uruchomić

W lipcu 1922 roku rząd odrodzonej Rzeczpospolitej zwrócił się do Mościckiego z zadaniem, które wydawało się nie do wykonania. W Chorzowie Niemcy właśnie opuszczali jedną z największych chemicznych inwestycji Europy – fabrykę azotniaku. Spalili plany i instrukcje. Zabrali ze sobą 196 kierowników, urzędników i majstrów. Zostawili maszynę, której, jak byli przekonani, nikt w Polsce nie potrafi uruchomić.

Mościcki zabrał ze sobą grupę młodych chemików w większości swoich uczniów i pojechał do Chorzowa. Jak notuje biograf Lech Suchowiak:

„Nikt wśród wrogów i przyjaciół nie wierzył w możność puszczenia w ruch tego precyzyjnego kolosa przez Polaków. Profesor Mościcki nie zwątpił, fabrykę uruchomił, błędy niemieckiej konstrukcji naprawił, zdolność produkcji fabryki z 70 000 ton za gospodarki niemieckiej podniósł do 170 000 ton za gospodarki polskiej.”

Sukces Chorzowa pokazał, czym są polscy chemicy, gdy im dać warsztat i zaufanie.

1 czerwca 1926

1 czerwca 1926 roku Zgromadzenie Narodowe wybrało Ignacego Mościckiego Prezydentem Rzeczypospolitej. Tego samego dnia przekazał kierownictwo Chemicznego Instytutu Badawczego dr Zenonowi Martynowiczowi. Przekazał, ale nigdy nie odszedł. Pierwsze po wyborze posiedzenie Kuratorium ChIB odbyło się 9 lipca 1926 roku w Zamku Królewskim w Warszawie, w prywatnych apartamentach nowego Prezydenta, który osobiście chciał usłyszeć sprawozdanie Martynowicza z postępów budowy.

Pokój na parterze

Pierwszy pokój po lewej na parterze gmachu głównego był gabinetem, który Prezydent zachował w instytucie dla siebie. Przychodził tu regularnie. Brał udział w posiedzeniach Kuratorium, zapraszany z reguły na każde. Fotografował się z całą załogą. Interesował się badaniami. 24 czerwca 1927 roku uczestniczył w pierwszym posiedzeniu Kuratorium w nowym gmachu na Żoliborzu.

Podczas uroczystego poświęcenia gmachów 14 stycznia 1928 roku minister Eugeniusz Kwiatkowski powiedział o instytucie, patrząc na Prezydenta:

„Jest to dzień realizacji dużych trudów, wysiłków myśli i upodobań profesora Mościckiego, obecnie Pana Prezydenta Rzeczypospolitej; jest to realizacja jednego z Jego dzieł, powstałych z Jego twórczej inicjatywy.”

Jego dzieło

Gdy Instytut obchodził w grudniu 1936 roku dwudziestolecie istnienia, Mościcki nie mógł wziąć udziału osobiście. Przysłał pismo, które odczytano zebranym:

„Doceniając rolę tej tak wysoce pożytecznej Instytucji dla naszego Kraju, zachowałem dla niej ponadto specjalne uczucia osobiste, bowiem byłem czynnie związany z jej powstaniem i z jej rozwojem.”

Był chemikiem, zanim został prezydentem. Został prezydentem i chemika z siebie nie wypuścił.

Budowa kampusu

15 sierpnia 1925 roku wbito pierwsze pale pod nową siedzibę. Gmach zaprojektował Tadeusz Zieliński i Zygmunt Wóycicki – miało to być centrum badań chemicznych na skalę, jakiej kraj wcześniej nie widział. Do grudnia 1925 roku postawiono wszystkie mury i żelazobetony, nakryto dachem. Na fundusz budowy zebrano od Polonii Amerykańskiej 30 000 dolarów. Instytut rósł w oczach.

Narodziny i budowa

Wyobraźcie sobie Żoliborz w 1922 roku. Najbliższy tramwaj na Placu Inwalidów. Potem dzisiejsza Aleja Wojska Polskiego, dwa, może trzy budynki. A dalej? Niebrukowana droga przez pustkowie. To Buraków. Tu, na 22 morgach gruntu, miał stanąć Instytut.

Dwadzieścia dwie morgi pola

20 maja 1922 roku, METAN przestał istnieć i powstał Chemiczny Instytut Badawczy. “Chemia do użycia” miała odtąd pracować nie dla jednego zakładu, ale dla kraju. W czerwcu 1922 roku Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów upoważnił Ministerstwo Spraw Wojskowych do wydzierżawienia Chemicznemu Instytutowi Badawczemu około dwudziestu dwóch morgów gruntu na Żoliborzu pod przyszłą siedzibę. Był to teren dzisiejszego Kampusu przy ulicy Anny German. Wyglądał wówczas zupełnie inaczej.

Najbliższa linia tramwajowa kończyła się na Placu Inwalidów. Stamtąd szło się dzisiejszą Aleją Wojska Polskiego wzdłuż dwóch, może trzech budynków, a dalej przez pustkowia po nieutwardzonej ziemi.

Komitet Budowy

6 października 1922 roku w sali biblioteki Instytutu Chemicznego Politechniki Warszawskiej odbyło się pierwsze posiedzenie Komitetu Budowy ChIB. Przewodniczącym został wybrany Marszałek Senatu Wojciech Trąmpczyński. Do Komitetu Wykonawczego weszli między innymi profesor Kazimierz Kling, doktor Zenon Martynowicz, profesor Ignacy Mościcki i inżynier Władysław Szaynok – współzałożyciel METANu.

Trzeba pamiętać, w jakich warunkach pracował Komitet. W kraju szalała narastająca inflacja. Wzbierały polityczne namiętności. 9 grudnia 1922 roku kurator ChIB profesor inżynier Gabriel Narutowicz został wybrany pierwszym Prezydentem RP, a tydzień później zginął z ręki zamachowca. Górny Śląsk, odzyskany dopiero po trzecim Powstaniu Śląskim, ledwo dostarczał węgla oraz innych surowców i produktów przemysłowych. W Gdańsku poszkodowanym firmom zalecano zgłaszanie szykan Komisariatowi Polskiemu.

W takich warunkach Komitet jednomyślnie uchwalił “aby ze względu na to, że budowę Chemicznego Instytutu Badawczego należy uważać za konieczność państwową, przystąpić niezwłocznie do budowy gmachów Instytutu w Warszawie”.

Skąd wzięły się pieniądze

Pierwotnie zapowiadano postawienie na 1 lutego 1923 roku jedynie pięciopokojowego budynku na biura budowy i mieszkanie dozorcy. Na więcej nie było środków. Przełom nastąpił w 1925 roku. Wspólnie z Obywatelskim Komitetem Obrony Przeciwgazowej zebrano od Polonii Amerykańskiej trzydzieści tysięcy dolarów. Towarzystwo Obrony Przeciwgazowej, któremu w międzyczasie rząd wybudował Instytut Gazowy, przekazało zebrane materiały budowlane i gotówkę do dyspozycji ChIB. 15 sierpnia 1925 roku wreszcie ruszyła budowa.

Imponujące tempo

„Do grudnia tegoż roku wyciągnięto wszystkie mury i żelazobetony, a całość nakryto dachem” – relacjonował Martynowicz Kuratorium w 1926 roku. Prace wykończeniowe trwały przez cały rok 1926. Równolegle jesienią opracowano plany domu mieszkalnego i wyprowadzono mury.

Pierwszy gmach zaprojektowano jako połączenie laboratorium, warsztatów i hali technologicznej – miejsca, gdzie wynalazek staje się produktem.

30 października 1926 roku Walne Zgromadzenie członków podjęło decyzję o zamknięciu placówki lwowskiej i przeniesieniu Instytutu do Warszawy. Decyzję podjęto w dziesięciolecie istnienia METANu.

14 stycznia 1928

14 stycznia 1928 roku kardynał Aleksander Kakowski uroczyście poświęcił gmachy Chemicznego Instytutu Badawczego. W ceremonii, odbywającej się w obecności Prezydenta Rzeczypospolitej, uczestniczyli również ministrowie, generałowie, prezydent miasta oraz przedstawiciele nauki i przemysłu. Ksiądz Kardynał zakończył swoje przemówienie słowami:

„Po poświęceniu tego instytutu wiedzy naukowej, składam Ci, Panie Prezydencie i wszystkim Panom, co do tego dzieła ręce przyłożyli, życzenia, aby tu kwitła wytężona praca naukowa, Bogu na chwałę, Narodowi na pożytek.”

Minister Eugeniusz Kwiatkowski powiedział wówczas o tym miejscu słowa, które nadawały mu rangę szczególną:

„Toteż i dziś w tej chwili w murach tej stosunkowo do swoich zadań niepokaźnej instytucji stoimy właśnie u samego źródła, u samych podstaw tych sił, które przez swój rozwój i swoją pracę w ciągu szeregu lat mogą i muszą przebudować nową Polskę na organizm wielki gospodarczo i zdrowy społecznie.”

 Medal i aparatura

Na zakończenie uroczystości dyrektor Martynowicz wręczył Prezydentowi medal wybity specjalnie na pamiątkę tego dnia. Na awersie widniał profil Ignacego Mościckiego, na rewersie – gmach Instytutu. Następnie poprosił Prezydenta o symboliczne uruchomienie instalacji do produkcji tlenku glinu z krajowej glinki, jednego z kluczowych kierunków badań Instytutu, zmierzającego do zastąpienia importowanego boksytu surowcem krajowym.

Hala technologiczna

Hala technologiczna tętniła życiem już od pierwszych miesięcy działalności Instytutu. W tej dużej przestrzeni testowano reakcje i procesy chemiczne wymagające wysokiej temperatury i ciśnienia – niemożliwe do przeprowadzenia w laboratorium. Zainteresowanie przemysłu było od razu widoczne: firmy zgłaszały się z zamówieniami i zleceniami badawczymi. Instytut udowadniał, że nauka może pracować na rzecz gospodarki.

Instytut w pracy

Od marca 1927 roku nowy gmach na Żoliborzu pracował pełną parą. Sto dwadzieścia cztery osoby, trzy działy badawcze, jedna zasada — każdy dział musi się sam utrzymać. Nauka miała być użyteczna i płacić za siebie.

Hala technologiczna

Przerwa w pracach badawczych, spowodowana przeprowadzką ze Lwowa do Warszawy, trwała cztery miesiące. Od marca 1927 roku laboratoria znów działały. Jeszcze trwały prace wykończeniowe, kończono budynek mieszkalny dla pracowników, ale hala technologiczna pracowała.

Hala była sercem Instytutu. Przestrzeń, w której testowano reakcje i procesy niemożliwe do przeprowadzenia w laboratorium, czyli wymagające wysokiej temperatury, ciśnienia, skali. To tutaj pomysł z probówki sprawdzano na kilogramach i tonach surowca. Zainteresowanie przemysłu było natychmiastowe. Firmy zgłaszały się z zamówieniami i zleceniami badawczymi. Koncepcja, że pierwszy gmach ma łączyć laboratorium, warsztaty i halę technologiczną, okazała się trafna od pierwszych miesięcy.

Pierwsze posiedzenie w nowym gmachu

24 czerwca 1927 roku w nowym gmachu odbyło się pierwsze posiedzenie Kuratorium ChIB z udziałem Prezydenta Mościckiego. Przewodniczył mu doktor Jan Zawidzki, profesor Politechniki Warszawskiej. Zasiadali obok siebie przedstawiciele nauki, przemysłu, bankowości, wojska, w tym inżynier Czesław Benedek z Ministerstwa Przemysłu i Handlu, emerytowany generał Józef Czikiel, inżynier Antoni Lewalski z fabryk Zieleniewskiego, dr Stefan Ossowski z Banku Gospodarstwa Krajowego, inżynier Władysław Szaynok, dr hab. Gustaw Williger, przewodniczący Górnośląskiego Związku Przemysłowców Górniczo-Hutniczych. Z ramienia Instytutu dyrektor Martynowicz, prof. Świętosławski i dr Wasilewski.

Instytut, dotąd półoficjalna instytucja z piwnicy we Lwowie, odbywał właśnie pierwsze formalne posiedzenie we własnej, wybudowanej za własne i społeczne pieniądze siedzibie.

Dział Wielkiego Przemysłu Nieorganicznego

Działem kierował doktor Ludwik Wasilewski, dawny asystent Ignacego Mościckiego. Jego zadania podporządkowane były bieżącym potrzebom państwa. Zajmował się tym, co w danym momencie uznawano za kluczowe z punktu widzenia gospodarki.

Najważniejszym obszarem prac było aluminium. Polska nie dysponowała złożami boksytu, klasycznego surowca do produkcji glinu, miała jednak własne złoża glinki. Zespół Wasilewskiego prowadził więc badania nad metodami pozyskiwania aluminium z surowców krajowych: poprzez rozkład kwasami, procesy chlorowania oraz elektrolizę. Na Żoliborzu uruchomiono ponadto jedyną wówczas w Europie instalację półtechniczną do wytwarzania metalicznego litu.

Równolegle prowadzono prace na rzecz Ministerstwa Robót Publicznych – badania nad drogownictwem obejmujące m.in. zastosowanie szkła wodnego do krzemianowania nawierzchni, a także asfaltów i terów. Obok tego realizowano projekty związane z uszlachetnianiem olejów smarowych oraz współpracę z Państwową Fabryką Związków Azotowych w Tarnowie i Chorzowie.

Każde z tych przedsięwzięć miało konkretnego zleceniodawcę i określoną wartość. Prace badawcze Instytutu od początku miały charakter praktyczny i wdrożeniowy.

Dział Węglowy. Liczba Rogi

Dział Węglowy był tym, który najsilniej przyciągał uwagę całego kraju. Kierował nim profesor Wojciech Świętosławski, wybitny polski fizykochemik. Zadanie, jakie przed nim postawiono, miało fundamentalne znaczenie dla hutnictwa. Polska dysponowała ogromnymi zasobami węgla, jednak znaczna ich część nie nadawała się do produkcji koksu metalurgicznego, niezbędnego w wielkich piecach stalowni.

Świętosławski wraz ze swoim zespołem podszedł do problemu w sposób systematyczny. Punktem wyjścia było dogłębne poznanie surowca, przeprowadzono wszechstronne badania chemiczne i petrograficzne ponad dwustu pięćdziesięciu próbek węgla pochodzących z różnych kopalń i pokładów. Następnie badano jego właściwości technologiczne: zdolność spiekania, wydymania oraz plastyczność.

W Dziale pracowali m.in. inżynierowie Błażej Roga i Michał Chorąży. To właśnie Roga opracował nową metodę oznaczania zdolności spiekania węgla na tyle precyzyjną i praktyczną, że weszła do metalurgii na trwałe pod nazwą „liczby Rogi”. Do dziś pozostaje ona standardowym narzędziem stosowanym w laboratoriach węglowych na całym świecie.

Roga i Chorąży osobiście pobierali próbki w kopalniach, koksowniach i bezpośrednio z pokładów węgla, dbając o to, by badania nie były oderwane od realnych warunków przemysłu i od miejsc, w których odpowiedzi były najbardziej potrzebne.

Dział Analityczny

Dział Analityczny, kierowany przez profesora Kazimierza Klinga, wykonywał analizy na rzecz przemysłu, instytucji państwowych oraz wojska. Rocznie badano setki próbek, w tym węgla, metali, olejów i wód przemysłowych. Uwieńczeniem tych prac była opublikowana przez Klinga Monografia polskich węgli stanowiąca pionierskie opracowanie o znaczeniu europejskim.

Do Działu trafiało wszystko, co wymagało niepodważalnej i precyzyjnej oceny. Analizy paliw dla Konwencji Węglowej, metali dla Politechniki Warszawskiej, materiałów ceramicznych i budowlanych, a także wód fabrycznych i leczniczych. Poziom rzetelności był na tyle wysoki, że głównymi zleceniodawcami stały się kolejno przemysł (45,6% wpływów), instytucje państwowe (36,2%) oraz instytucje samorządowe.

Na fotografii uwieczniono aparat do równoczesnego oznaczania węgla i siarki w metalach oraz stopach, urządzenie reprezentujące europejską czołówkę ówczesnej aparatury analitycznej.

Zaplecze – to, czego nie widać

Za wszystkimi badaniami stało zaplecze. Bez niego laboratoria nie mogłyby funkcjonować.

W kancelarii powstawała pełna dokumentacja badań, zamówień i korespondencji. Biuro administracyjne zatrudniało kierownika oraz pięciu pracowników. Rozbudowane były również warsztaty: pracowali w nich kierownik, czternastu pracowników warsztatowych, pięciu pracowników niewykwalifikowanych, czterech uczniów oraz trzech stolarzy. Z czasem warsztaty mechaniczne zaczęły pełnić znacznie szerszą rolę. W 1929 roku wydzielono je w osobną jednostkę pod nazwą Centrala Dostaw Aparatury dla Laboratoriów i Przemysłu. Instytut rozpoczął wówczas produkcję aparatury chemicznej, przyrządów laboratoryjnych oraz urządzeń galwanotechnicznych.

Rozdzielnia prądu pozostawała niewidocznym, lecz strategicznym centrum całego kompleksu. Stąd zasilano laboratoria i hale technologiczne, wymagające stabilnych i bezpiecznych źródeł energii. Równolegle niemal bez przerwy prowadzono prace budowlane i remontowe, także te widoczne na klatkach schodowych, które trwały przez całe lata dwudzieste.

Zasada

W 1929 roku Instytut zatrudniał 124 osoby, a jego budżet przekraczał 1,4 miliona złotych. Wszystkie działy posiadały własne fundusze i miały utrzymywać się z prowadzonej przez siebie działalności i faktycznie się utrzymywały. Dotacja państwowa była jedynie uzupełnieniem, nigdy podstawą funkcjonowania. Nauka miała być użyteczna i miała za siebie płacić.

Nowy kampus łączyło z lwowską piwnicą jedno: idea. I ludzie, którzy jej nie zapomnieli.

Kryzys i przetrwanie

Wielki Kryzys dotarł do Instytutu z opóźnieniem, ale uderzył mocno. W 1932 roku dochody spadły o połowę. Zlikwidowano Dział Naftowy, wstrzymano budowy, ograniczono zakup aparatury, obcięto pensje o 30 procent. Pracownicy zostali. W 1933 roku dyrektor Martynowicz zameldował Kuratorium: „Rok 1933 był pierwszym rokiem, w którym opanowano depresję.”

Kryzys i przetrwanie

Rok 1929 był w historii Instytutu momentem szczytowym. Rok 1932 przyniósł najgłębszy kryzys.

Szczyt 1929

Sto dwadzieścia cztery osoby w zatrudnieniu. Budżet zbliżający się do półtora miliona złotych. Trzy działające działy badawcze, własne warsztaty o charakterze przemysłowym oraz plany dalszej rozbudowy kampusu. Jan Czochralski właśnie wrócił do kraju i obejmował organizację nowego Działu Metalurgicznego. Wszystko wskazywało na dalszy rozwój. Jeszcze w 1929 roku Instytut nie odczuł wstrząsu, który po krachu na Wall Street zaczął paraliżować światową gospodarkę. Od 1930 roku skutki kryzysu stały się jednak coraz wyraźniejsze i z każdym kolejnym rokiem odczuwane coraz dotkliwiej.

Liczby, które mówią same

Skala kryzysu w budżetach Instytutu była uderzająca. W 1930 roku do kasy wpłynęło niespełna 1 026 tysięcy złotych zamiast planowanych 1 390 tysięcy. Rok później dochody spadły do 802 tysięcy, a w 1932 roku osiągnęły minimum, tj. 532 tysiące złotych. Po raz pierwszy w swojej historii Instytut wykazał też niedobór finansowy: 24 tysiące złotych.

Najdotkliwszym ciosem okazało się wygaśnięcie z dniem 31 sierpnia 1932 roku umowy z Górnośląskim Związkiem Przemysłowców Górniczo‑Hutniczych, jednym z głównych sponsorów Działu Węglowego. Dział, który dotąd wychodził z kryzysowych lat obronną ręką, nagle został pozbawiony kluczowego źródła finansowania.

Na to nałożyła się jeszcze osobista strata. Pod koniec 1931 roku zmarł doktor honoris causa Jan Zagleniczny, były minister Przemysłu i Handlu, senator oraz przewodniczący Kuratorium Chemicznego Instytutu Badawczego.

Drakońskie, ale konieczne

Na posiedzeniu Kuratorium 28 września 1933 roku, odbywającym się, jak niemal zawsze, z udziałem Prezydenta Mościckiego i przewodniczącego Kuratorium inżyniera Eugeniusza Kwiatkowskiego, dyrektor Martynowicz zrelacjonował działania podjęte w najtrudniejszym okresie:

„Poczyniliśmy przeto szereg dalszych oszczędności w gospodarce instytutowej — przerwaliśmy wszelkie prace inwestycyjne, wstrzymaliśmy rozpoczęte budowy, ograniczyliśmy dalszy zakup aparatury chemicznej, przeprowadziliśmy dalszą redukcję pracowników administracyjnych tak fizycznych, jak i umysłowych, zmniejszyliśmy nawet wydatki na czasopisma i książki, zarzuciliśmy niektóre z naszych patentów […] a w końcu nie cofnęliśmy się nawet przed tak niepopularną oszczędnością jak redukcja płac pracowników […], tak że razem z uprzednio zastosowaną obniżką poborów wyniosła ona mniej więcej 30%”.

Wcześniej, w 1931 roku, zlikwidowano Dział Naftowy. Prace prowadzone na rzecz wojska skupiono w nowo utworzonym Dziale Wojskowym, aby ograniczyć koszty organizacyjne. Zatrudnienie personelu badawczego spadło z 39 osób w 1929 roku do 34 w 1932; liczba pracowników administracyjnych zmalała w tym czasie z 26 do 15.

Centrala Dostaw Aparatury, mimo spadku obrotów do 119 tysięcy złotych w 1932 roku, nie wykazała żadnego deficytu, zmieniła model działania. Z handlowego pośrednictwa przeszła na własną produkcję antyimportową: aparaty do destylacji wody, urządzenia galwanotechniczne, maski pyłochronne, chemikalia, które dotąd trzeba było sprowadzać.

Rok 1933

Na jednym z posiedzeń Kuratorium dyrektor Martynowicz wypowiedział zdanie, które po czterech latach nieustannego kryzysu brzmiało jak oficjalny meldunek:

„Te drakońskie nieraz oszczędności pozwoliły jednak przebrnąć przez ten najcięższy okres istnienia Instytutu […]. Rok 1933 był pierwszym rokiem, w którym opanowano depresję.”

W tym samym roku utworzono dwa nowe oddziały: Kauczukowy (finansowany po połowie przez Polski Monopol Spirytusowy oraz Ministerstwo Przemysłu i Handlu) oraz Analizy Metali, realizujący seryjne analizy na potrzeby wojska i Politechniki Warszawskiej. Dział Analityczny zaczął stopniowo odzyskiwać zamówienia, a liczba pracowników badawczych wzrosła do 44 osób. Podjęto także pierwszą próbę stworzenia funduszu emerytalnego: każdemu pracownikowi z ponad pięcioletnim stażem odłożono równowartość jednomiesięcznego wynagrodzenia.

Powrót

W 1934 roku Instytut stopniowo odzyskiwał dawną prężność. Rok później rząd przyznał dotację w wysokości 500 tysięcy złotych, co umożliwiło zwiększenie zatrudnienia do 116 osób, spłatę najpilniejszych zobowiązań oraz po raz pierwszy od lat zasilenie Funduszu Badawczego kwotą 150 tysięcy złotych przeznaczoną na prace własne.

Lata kryzysu nie były jednak wyłącznie czasem strat. W najtrudniejszym okresie prowadzono prace nad sztucznym koksem, węglem aktywnym, syntezą kauczuku oraz elektrolityczną rafinacją aluminium. Gdy koniunktura zaczęła się poprawiać, większość tych tematów była już dojrzała do wdrożenia.

Posiedzenie Kuratorium, uwiecznione na fotografii z 1938 roku, pokazuje już zupełnie inny Instytut, wychodzący z depresji z gotowymi rozwiązaniami, które wkrótce miały zdefiniować oblicze polskiej chemii końca dwudziestolecia.

Dyrektor Martynowicz

Dr Zenon Martynowicz nie był chemikiem – był administratorem i organizatorem. To on przekształcił lwowską spółkę w ogólnopolską instytucję, zebrał fundusze na budowę kampusu i przeprowadził Instytut przez Wielki Kryzys. Gdy Mościcki został Prezydentem, to właśnie jemu powierzył kierownictwo. Martynowicz pracował do ostatniego tchu – dosłownie. Zmarł w sierpniu 1935 roku, mając 54 lata.

Dyrektor Martynowicz

To on przez dziewięć lat utrzymywał przy życiu instytucję, której gmach zbudował i którą poprowadził przez najtrudniejszy okres w jej historii.

Od Oddziału Warszawskiego

W październiku 1922 roku stało się jasne, że prowadzenie prac budowlanych na Żoliborzu oraz bieżąca współpraca z administracją stolicy wymaga utworzenia Oddziału Warszawskiego Chemicznego Instytutu Badawczego. Było to możliwe dzięki wsparciu Ministerstwa Spraw Wojskowych, które udostępniło Instytutowi odpowiednie pomieszczenia w budynku Szkoły Gazowej przy ulicy Ludnej 11.

Kierownictwo nowo powstałego Oddziału Warszawskiego objął członek Wydziału Czynnego, doktor Zenon Martynowicz. W ten sposób rozpoczął się tzw. „okres lwowsko-warszawski” w dziejach Instytutu, a zarazem nowy etap działalności człowieka, który odegrał kluczową rolę w jego rozwoju.

Dorobkiem Zenona Martynowicza nie były klasyczne badania laboratoryjne uwieńczone publikacjami naukowymi. Jego kompetencje, talent organizacyjny i ogromny wysiłek pracy skierowane były w inną stronę. Jako dyrektor Chemicznego Instytutu Badawczego potrafił harmonizować prace naukowe prowadzone przez kierowników i personel Instytutu, ukierunkowując je na aktualne potrzeby krajowego przemysłu chemicznego. Dbał o to, by wyniki badań nie pozostawały jedynie w sferze teorii, lecz znajdowały praktyczne zastosowanie.

Istotnym elementem jego działalności było także utrzymywanie stałego kontaktu między światem nauki a przemysłem oraz instytucjami państwowymi. Dzięki tej postawie Instytut stopniowo stawał się realnym zapleczem eksperckim dla rozwijającej się gospodarki. Całokształt tej pracy złożył się na trwały i znaczący dorobek Chemicznego Instytutu Badawczego, przynosząc wymierne korzyści zarówno przemysłowi chemicznemu, jak i państwu.

1 czerwca 1926

1 czerwca 1926 roku Zgromadzenie Narodowe wybrało Ignacego Mościckiego Prezydentem Rzeczypospolitej. Tego samego dnia Mościcki przekazał kierownictwo Instytutu doktorowi Zenonowi Martynowiczowi. Gest zaufania i decyzja kadrowa w jednym ruchu.

Pierwsze po tym wyborze posiedzenie Kuratorium odbyło się 9 lipca 1926 roku w Zamku Królewskim w Warszawie, w prywatnych apartamentach nowego Prezydenta. To Martynowicz składał na nim sprawozdanie z postępu budowy gmachów na Żoliborzu w stanie zaawansowanym, ale dalekim jeszcze od końca. Tempo wykończenia, decyzje organizacyjne, koordynacja dziesiątek rzemieślników, dostawców, robotników – to wszystko spoczywało na nim.

Gmach, który otwierał

14 stycznia 1928 roku Martynowicz stanął w drzwiach poświęconego gmachu i powitał zebranych słowami, które były zarazem podsumowaniem pracy kilku lat:

„W gmachu, który ofiarnością polskiego społeczeństwa, pracą polskiego robotnika i rzemieślnika, został wzniesiony w tym celu, aby polscy fachowcy znaleźli dla swej pracy odpowiednie warsztaty, w których mogliby zająć się opracowywaniem rozbudowy polskiego przemysłu chemicznego.”

Tego samego dnia przypomniał krótką historię Instytutu od lwowskiej piwnicy, przez przekształcenie METAN-u w ChIB, do gmachu na Żoliborzu. Na zakończenie uroczystości ofiarował Prezydentowi medal wybity na pamiątkę tego dnia i poprosił go o symboliczne uruchomienie aparatury.

Przez kryzys

Gdy od 1930 roku Wielki Kryzys zaczął uderzać w budżet Instytutu, Martynowicz podejmował trudne decyzje. Wstrzymanie inwestycji. Likwidacja Działu Naftowego. Redukcja personelu. A wreszcie obniżka pensji o trzydzieści procent, dotycząca wszystkich, bez wyjątków: Wydziału Czynnego, pracowników umysłowych, pracowników fizycznych. Na posiedzeniu Kuratorium 28 września 1933 roku, tłumacząc zasadę podjętych cięć, użył określenia, które weszło do historii Instytutu: „te drakońskie nieraz oszczędności”. I puentę, która była meldunkiem o zwycięstwie:

„Rok 1933 był pierwszym rokiem, w którym opanowano depresję.”

Człowiek, który pracował, żeby inni mogli badać

Rola Martynowicza była inna niż rola chemików, z którymi pracował. Umowy, finanse, konferencje z ministerstwami, zbieranie funduszy, negocjowanie kontraktów, administracja to była jego codzienność. W Kuratorium reprezentował Instytut. W gabinetach ministerstw zabiegał o zapewnienie odpowiednich środków finansowych. Chemicy mogli dzięki niemu zajmować się chemią.

Dyrektor dr Zenon Martynowicz zmarł 23 sierpnia 1935 roku w wieku pięćdziesięciu czterech lat. Trzy miesiące później Wydział Czynny powołał na jego miejsce prof. dr hab. Kazimierza Klinga. Instytut trwał dalej. Jak zawsze, bo znalazł się ktoś, kto potrafił zadbać o jego ciągłość.

Sztuczny kauczuk. KER

W latach 30. Chemiczny Instytut Badawczy opracował metodę produkcji kauczuku syntetycznego ze spirytusu. Nazwano go „ker”. W 1936 roku z keru wyprodukowanego w Instytucie jeździły już opony samochodowe. W 1939 roku w Dębicy stanęła fabryka. Polska miała własny kauczuk – bez importu.

Sztuczny kauczuk. KER

Przerwany sukces

Kauczuk i spirytus

W latach trzydziestych XX wieku kauczuk był surowcem strategicznym. Bez niego nie było opon, węży, izolacji elektrycznej ani uszczelek. Bez kauczuku nie mógł ruszyć samochód, nie dało się uruchomić instalacji elektrycznej ani wyposażyć szpitala.

Polska importowała go w całości z opłatami celnymi, przy zmiennych kursach walut i z nieustannym ryzykiem politycznym. W epoce narastających napięć i wyścigu zbrojeń oznaczało to jedno: w razie wojny produkcja mogła stanąć z dnia na dzień. Ale był surowiec, którego Polska miała pod dostatkiem – spirytus z krajowych gorzelni. W Chemicznym Instytucie Badawczym postanowiono ten atut wykorzystać.

Surowiec, którego Polska nie miała

Oddział Syntezy Kauczuku w ChIB powstał w 1930 roku. Jego kierownikiem został inżynier Wacław Szukiewicz, a doradcą naukowym profesor Kazimierz Smoleński. Zadanie określono jasno: opracować metodę produkcji kauczuku syntetycznego z surowców krajowych, technicznie wykonalną i ekonomicznie uzasadnioną.

Droga chemiczna prowadziła od spirytusu, przez erytren (butadien), do polimeru o właściwościach zbliżonych do kauczuku naturalnego. Badania koncentrowały się na polimeryzacji erytrenu, składzie mieszanek gumowych i trwałości gotowego produktu. Oddział utrzymywano ze wspólnych środków Polskiego Monopolu Spirytusowego i Ministerstwa Przemysłu i Handlu – po sto tysięcy złotych rocznie.

Początki były jednak trudne. Przez kilka lat koszty badań systematycznie rosły, a wyraźnych efektów wciąż nie było. W 1935 roku los oddziału stanął pod znakiem zapytania.

Rok, w którym postanowiono spróbować jeszcze raz

Zdecydowano jednak inaczej. Zespołowi przyznano jeszcze jeden rok pracy i zwiększono finansowanie. To wystarczyło.

W 1936 roku na podstawie wyników prac laboratoryjnych uruchomiono instalację półtechniczną. Wydajność kauczuku erytrenowego, nazwanego w Instytucie „kerem”, znacząco wzrosła. Praktyczne próby wykazały, że opony samochodowe z protektorami z keru dobrze znoszą eksploatację.

Podczas jubileuszowego posiedzenia z okazji dwudziestolecia Instytutu, 9 grudnia 1936 roku, obok podium, na którym zasiedli Kuratorowie oraz Dyrektor Instytutu, ustawiono wyroby z syntetycznego kauczuku, wytworzonego w ChIB, w tym opony samochodowe, skrzynki do akumulatorów, chodniki z keru.

Dębica

Lata 1936–1937 upłynęły na przygotowywaniu dokumentacji dla przyszłej fabryki oraz na produkcji próbnej w większej skali. Sprawdzano technologie przerobu keru na artykuły gumowe, jak tkaniny gumowane na balony, gumoleum, uszczelki, węże, kierownice samochodowe, dętki rowerowe. Prowadzono testy wytrzymałości i próby eksploatacyjne.

1 kwietnia 1938 roku rozpoczęto budowę fabryki opon samochodowych w Dębicy. Znaczną część maszyn i aparatury zaprojektowali inżynierowie Instytutu. Inżynier Michał Nikiel, konstruktor większości urządzeń dla fabryki, włożył w to przedsięwzięcie prawdopodobnie największy wysiłek swojego życia. Zmarł 1 lipca 1938 roku, kilka dni przed uruchomieniem zakładu, którego nie doczekał.

Budowę zakończono w trzynaście miesięcy. „Zakończono w 13 miesięcy budowę fabryki opon samochodowych, rozpoczętą 1 kwietnia 1938 r. od karczowania lasu” – odnotował „Przegląd Chemiczny” w czerwcu 1939 roku. „Używać ona będzie jako surowca keru opracowanego w Chemicznym Instytucie Badawczym”.

Wrzesień

Rocznik „Przemysłu Chemicznego” urwał się wkrótce na numerze ósmym. 1 września 1939 roku Niemcy wkroczyli do Polski. Fabryka w Dębicy stanęła. Ker, jeden z największych sukcesów polskiej chemii okresu międzywojennego, musiał poczekać na inny czas.

Dwudziestolecie Instytutu

9 grudnia 1936 roku Instytut świętował dwudziestolecie istnienia. Uroczystość odbyła się w sali Rady Miejskiej w Warszawie — aula Politechniki była zajęta. Przywitał zebranych prezydent Stefan Starzyński, przemówienie wygłosił wicepremier Kwiatkowski. Na podium stały opony z syntetycznego kauczuku wyprodukowanego w Instytucie. Polska chemia miała się czym chwalić.

Dwudziestolecie 1936

9 grudnia 1936 roku odbyły się obchody dwudziestolecia Chemicznego Instytutu Badawczego. Miejscem uroczystości była Sala Rady Miejskiej w Warszawie. Obok podium ustawiono wyroby z syntetycznego kauczuku opracowanego w Instytucie: opony samochodowe, skrzynki do akumulatorów i chodniki gumowe – świadectwo dwóch dekad pracy badawczej.

Nie w auli Politechniki

Jubileusz dwudziestolecia ChIB planowano pierwotnie w auli Politechniki Warszawskiej. Aula okazała się jednak zajęta. Sala Rady Miejskiej stała się zastępstwem godniejszym niż pierwotnie przypuszczano.

Zebranych powitał prezydent Warszawy Stefan Starzyński. W imieniu stolicy złożył Instytutowi wyrazy wdzięczności, używając słowa rzadkiego w oficjalnych przemówieniach tamtych lat:

„Historia METAN-u, a potem Chemicznego Instytutu Badawczego – fakt bezinteresownego oddania państwu wielkiej wartości wynalazków będących dziełem Pana Prezydenta Rzeczpospolitej i jego współpracowników jest dla nas wzorem, jak dla państwa należy pracować.”

Pisma od nieobecnych

Prezydent Rzeczypospolitej Ignacy Mościcki oraz Marszałek Polski Edward Śmigły‑Rydz nie mogli uczestniczyć w uroczystości osobiście. Obaj nadesłali pisma. Mościcki pisał krótko i osobiście:

„Bardzo żałuję, że z powodu niezdrowia nie mogłem wziąć udziału w uroczystości obchodu dwudziestolecia działalności twórczej Chemicznego Instytutu Badawczego. Doceniając rolę tej tak wysoce pożytecznej Instytucji dla naszego Kraju, zachowałem dla niej ponadto specjalne uczucia osobiste, bowiem byłem czynnie związany z jej powstaniem i z jej rozwojem.”

Na sali obecni byli wicepremier i przewodniczący Kuratorium Eugeniusz Kwiatkowski, Marszałek Senatu Aleksander Prystor, Marszałek Sejmu Stanisław Car. Ministrowie Grabowski, Poniatowski, Zyndram‑Kościałkowski i Kaliński. Prezes Najwyższej Izby Kontroli generał Jakub Krzemiński. Wiceministrowie Litwinowicz, Ujejski, Bobkowski i Rosa. Przedstawiciele władz rządowych, wojskowych i samorządowych, uczelni wyższych oraz instytucji naukowych. Liczni przemysłowcy i inżynierowie. Życzenia nadeszły z czternastu krajów.

Bilans Kwiatkowskiego

Wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski, jako prezes Kuratorium, rozpoczął posiedzenie przemówieniem, które było zarazem bilansem dwóch dekad pracy i wyznaniem wiary w sens polskiej chemii:

„Gdzież to byliśmy przed 20 laty? Synteza związków azotowych, rozpracowanie lawiny pochodnych węgla, ropy naftowej, wykorzystanie gazów ziemnych, zagadnienie metali kolorowych, synteza kauczuku, legiony podobnych problemów odgrywały rolę abstrakcyjnych tematów. Dziś w wielu zagadnieniach naukowo i praktycznie poruszamy się swobodnie.”

Puenta przemówienia, wielokrotnie później przywoływana, stała się jedną z najtrafniejszych definicji misji Instytutu:

„Chemiczny Instytut Badawczy stał się w swym dwudziestoleciu pracy narzędziem rozwoju naszej własnej narodowej kultury.”

Referat Świętosławskiego

Profesor Wojciech Świętosławski, ówczesny minister Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, nie mógł przybyć osobiście. Jego referat odczytał wiceminister profesor Józef Ujejski. Wystąpienie dotyczyło roli instytutów badawczych jako kuźni kadr oraz różnicy między nauką uniwersytecką a nauką przemysłową:

„W instytutach badawczych pracownik może poświęcić pracy twórczej cały swój czas. Ma on zazwyczaj dany do rozwiązania problem techniczny, wiążący się ściśle z wielkim jakimś zagadnieniem, ważnym i koniecznym do rozwiązania dla całego technicznego i przemysłowego rozwoju państwa.”

Świętosławski mówił o tym, co w Instytucie działo się od lat, ale formułował to jako doktrynę, która miała definiować polską naukę stosowaną na dekady.

Co stało obok podium

Symbolem tego dnia nie były jednak same przemówienia. Były nim opony z keru, skrzynki akumulatorowe i gumowe chodniki ustawione obok podium. Dwie dekady wcześniej Ignacy Mościcki zakładał spółkę badawczą w piwnicy lwowskiego uniwersytetu. Teraz Polska miała syntetyczny kauczuk, własne metody produkcji koksu z węgli niekoksujących, własne techniki rafinacji aluminium, własne patenty i własny Instytut, który potrafił przeprowadzić drogę od laboratorium do fabryki.

Szkoła mistrzów

Chemiczny Instytut Badawczy był nie tylko miejscem badań – był szkołą. Przez dwie dekady wyszło z niego 64 specjalistów, którzy objęli kierownicze stanowiska w polskim przemyśle i administracji. Błażej Roga opracował metodę badania węgla noszącą jego imię do dziś. Tadeusz Zwisłocki w rok zbudował największą polską fabrykę związków azotowych w Tarnowie. Mieli po trzydzieści kilka lat.

Szkoła mistrzów

Był w Instytucie zwyczaj, który można było opisać w jednym zdaniu. Asystent albo adiunkt odchodził wprost od stołu laboratoryjnego i obejmował kierownictwo wielkiej fabryki.

Dwa modele nauki

Profesor Wojciech Świętosławski, mówiąc w 1936 roku o roli instytutów badawczych, sformułował rozróżnienie, które pozostaje aktualne do dziś. Uczelnie akademickie kształcą w tym, co już zostało poznane. Instytut badawczy uczy czegoś innego – mierzenia się z problemami, które nie mają jeszcze gotowych rozwiązań.

„Szkoły akademickie […] tylko w wąskim zakresie mogą dać okazję takiego wyszkolenia […]. Muszą się przecież wpierw zapoznać z tym, co w nauce i technice jest znane, a tymczasem twórczość przemysłowa […] w tym właśnie leży, by się umieć uporać z zadaniami dotąd nierozwiązanymi lub rozwiązanymi niedostatecznie.”

Tylko w Instytucie, twierdził Świętosławski, młody chemik mógł poświęcić pracy twórczej cały swój czas, korzystać z aparatury półtechnicznej i pracować w zespole ludzi o podobnych ambicjach. Od stycznia 1929 roku działało w ChIB Koło Inżynierów: trzydziestu członków, dziewiętnaście referatów rocznie, kurs szkoleniowy dla laborantów pod kierownictwem inżynier Starczewskiej. Wiedza krążyła wewnątrz instytucji. Starsi uczyli młodszych.

Zwisłocki. Rok na fabrykę

Tadeusz Zwisłocki zaczynał w „METANie” jako chemik‑technolog, rozwiązując bieżące problemy technologiczne. Przeszedł przez ChIB i brał udział w jego przekształceniu ze spółki w Instytut. W 1923 roku opuścił Żoliborz, by objąć kierownictwo azotniakowni w Państwowej Fabryce Związków Azotowych w Chorzowie i w krótkim czasie uruchomił oraz zorganizował produkcję.

Następnie powierzono mu stanowisko dyrektora naczelnego Zakładów Przemysłowych „Azot”, dotkniętych kryzysem. Wyprowadził je na prostą, reorganizując i rozszerzając działalność. Wreszcie otrzymał największe zadanie inwestycyjne II Rzeczypospolitej, organizację nowej Fabryki Związków Azotowych w Tarnowie (Mościcach). W styczniu 1930 roku napisał:

„Przed 2 i 1/2 laty był tam szmat pola, a dziś produkuje się 180 tys. m³ gazu wodnego na dobę, przerabiano na 60 t NH₃, co odpowiada 170 t HNO₃ 50%-owego, a wreszcie 240 t nitrofosu na dobę.”

Miał trzydzieści osiem lat, gdy nagła choroba i przedwczesna śmierć w 1929 roku przerwały jego drogę.

Roga. Metoda, która nosi jego imię

Inżynier Błażej Roga przez wiele lat pracował w Dziale Węglowym, badając właściwości polskich węgli. Opracował metodę oznaczania zdolności spiekania węgla tak precyzyjną i praktyczną, że na stałe weszła do metalurgii jako „liczba Rogi”. Kolejno objął kierownictwo jednej z największych kopalni na Śląsku „Wolfgang” (Walenty) w Rudzie Śląskiej, a potem stanowisko dyrektora Warszawskiej Gazowni Miejskiej.

Nie był to odosobniony przypadek kariery. W 1932 roku minął dziesięcioletni okres przewidziany przez Ligę Narodów po plebiscycie śląskim. Przez ten czas większość stanowisk kierowniczych w przemyśle węglowym zajmowali cudzoziemcy. Polska kadra inżynierska musiała być gotowa. Roga i jego koledzy byli.

Chorąży. Stanowisko, na które trzeba było wyjechać do Sheffield

Michał Chorąży badał węgle koksujące w Sheffield w Anglii, pod kierunkiem profesora Wheelera, a następnie w laboratoriach ChIB na Żoliborzu. Jeździł po koksowniach, pobierał próbki, porównywał polskie węgle z angielskimi, niemieckimi, francuskimi i belgijskimi.

Gdy w 1933 roku Błażej Roga obejmował kierownictwo Gazowni Warszawskiej, Chorąży przejął po nim zarządzanie kopalnią na Śląsku. Kadry były gotowe.

Sześćdziesiąt cztery nazwiska

Podczas jubileuszu dwudziestolecia dyrektor Kazimierz Kling przedstawił bilans. Od momentu powstania Instytut przekazał przemysłowi i administracji sześćdziesięciu czterech wykwalifikowanych fachowców. Ośmiu zostało dyrektorami lub samodzielnymi kierownikami przedsiębiorstw. Dwudziestu pięciu objęło stanowiska kierowników działów i kierowników ruchu. Trzech trafiło na wysokie stanowiska w administracji państwowej. Dwudziestu ośmiu na różne stanowiska specjalistyczne.

„Instytut stale odnawiał skład personalny swych pracowników, oddając przemysłowi chemicznemu cały szereg inżynierów wykwalifikowanych. Nie było to rzadkością, że asystent lub adiunkt Chemicznego Instytutu Badawczego wprost od stołu laboratoryjnego obejmował kierownictwo wielkich wytwórni technicznych.” — prof. W. Świętosławski

Instytut nie zatrzymywał ludzi dla siebie. Kształcił ich i oddawał przemysłowi. Potem kształcił kolejnych. Był to model, który działał. Polska chemia dwudziestolecia w znacznej mierze wyrosła z jednego miejsca na Żoliborzu.

Wrzesień 1939

W czerwcu 1939 roku „Przemysł Chemiczny” publikował ogłoszenia o XIX Kongresie Chemii Przemysłowej, który miał się odbyć w Warszawie we wrześniu. Trwały intensywne przygotowania. Numer ósmy rocznika 1939 ukazał się normalnie. Numeru dziewiątego nie było. 1 września Niemcy wkroczyły do Polski i rocznik urwał się w połowie. Kongres nigdy się nie odbył.

Wrzesień 1939

W czerwcu 1939 roku „Przemysł Chemiczny” drukował ogłoszenia o XIX Kongresie Chemii Przemysłowej, który miał się odbyć w Warszawie we wrześniu. Numer ósmy rocznika 1939 ukazał się normalnie. Numeru dziewiątego nie było.

Lato 1939

W Dębicy stała już gotowa fabryka syntetycznego kauczuku. Używała jako surowca keru opracowanego przez Chemiczny Instytut Badawczy. W Starachowickich Zakładach Górniczo-Hutniczych działały piece komorowe i szybowe według metody Działu Węglowego do produkcji półkoksu i koksu z polskich węgli niekoksujących. Trwały prace nad aluminium z krajowych glin, nad rafinacją elektrolityczną aluminium w stopionych chlorkach, nad węglem aktywnym, nad odwadnianiem azeotropowym spirytusu.

W Dziale Analitycznym wykonano ponad dwanaście tysięcy oznaczeń dla prawie trzech tysięcy materiałów. Zakupiono nowoczesną aparaturę spektrograficzną i polarograficzną i zatrudniono specjalistę, docenta Uniwersytetu Lwowskiego Michała Michalskiego. Rozważano już w przyszłości przekształcenie Działu w Instytut Badania Materiałów.

Budowano pawilon węglowy, dzisiejszy budynek numer 7.

Kongres, który miał być we wrześniu

XIX Kongres Chemii Przemysłowej miał się odbyć w Warszawie w dniach 24 września – 1 października 1939 roku. Protektorat objął Prezydent Mościcki. Przewodnictwo rektor Politechniki Warszawskiej profesor Józef Zawadzki. Przygotowywano referaty, zapraszano gości z zagranicy, drukowano materiały kongresowe.

W czerwcowym numerze „Przeglądu Chemicznego” opublikowano listę firm uczestniczących w wystawie maszyn i aparatów dla przemysłu chemicznego. Były wśród nich Zjednoczone Fabryki L. Zieleniewski i Fitzner-Gamper z Krakowa, Zakłady Budowy Maszyn „Huta Zgoda” ze Świętochłowic, H. Cegielski z Poznania. W „Wiadomościach Przemysłu Chemicznego” nr 9 z 1939 roku pisano o intensywnych pracach przygotowawczych i zamieszczono reprodukcję znaczka kongresowego.

Numer ósmy „Przemysłu Chemicznego” ukazał się normalnie.

Numeru dziewiątego nie było

Niemcy hitlerowskie wtargnęły do Polski 1 września 1939 roku. Warszawa skapitulowała 28 września. Kongres, który miał się zacząć 24 września, nigdy się nie odbył. Fabryka opon w Dębicy stanęła. Rocznik „Przemysłu Chemicznego” urwał się w połowie.

Ciągłość

Instytut znalazł się pod okupacją. Kampus na Żoliborzu zajęli Niemcy. Część pracowników zdążyła się ewakuować lub wyjechać. Część pozostała. Część trafiła do obozów i tam zginęła.

Budynki jednak ocalały. Kampus przetrwał wojnę w stosunkowo dobrym stanie. Aparatura w znacznej części została rozgrabiona lub zniszczona, lecz mury stały. Po wojnie Instytut wznowił działalność pod nową nazwą i w nowych realiach politycznych. Tradycja badawcza została przerwana, ale nie unicestwiona. Ci, którzy ją tworzyli i przeżyli, wrócili do pracy.

Kaprolaktam dla świata

Technologia cykloheksanonu i kaprolaktamu, znana pod nazwą CYCLOPOL, została opracowana w Zakładzie Technologii Organicznej Instytutu Chemii Przemysłowej w Warszawie w latach 1950–1956, przy czym pierwszą produkcję półproduktów uruchomiono już w 1952 roku. Prace badawcze prowadzone były jako jeden ciąg technologiczny pod kierownictwem prof. dr. inż. Stanisława Ciborowskiego, głównego twórcy tej technologii. Technologia zrewolucjonizowała światową produkcję kaprolaktamu i poliamidów, a po wdrożeniu w Tarnowie i Puławach stała się podstawą sprzedaży licencji za granicę. Na jej podstawie wybudowano wielkie wytwórnie w Czechosłowacji, Hiszpanii, Indiach, Korei Południowej, na Tajwanie i we Włoszech. Polska chemia pojawiła się na mapie światowego przemysłu.

Technologie, które wyjechały za granicę

Miesięcznik „Przemysł Chemiczny” sporządził listę dziesięciu wdrożonych w Polsce procesów technologicznych z zakresu chemii, które znalazły międzynarodowe uznanie i stały się przedmiotem eksportu licencji lub wyrobów. Cztery z nich pochodzą z Żoliborza. To daje Chemicznemu Instytutowi Badawczemu, a później Instytutowi Chemii Przemysłowej, pozycję bezspornego lidera.

Ker, który otworzył listę

Pierwszym z tych osiągnięć był proces wytwarzania kauczuku erytrenowego KER z bioetanolu. Twórcą technologii był inżynier Wacław Szukiewicz. Katalizator sprawdzono w skali półtechnicznej w 1936 roku, a w 1938 roku wykorzystano go do uruchomienia w Dębicy wytwórni przemysłowej o zdolności produkcyjnej tysiąca ton rocznie (docelowo sześciu tysięcy). Kauczuk służył do produkcji opon w pobliskich zakładach Stomil aż do 8 września 1939 roku.

II wojna światowa rzuciła Szukiewicza najpierw do Włoch, gdzie próbował uruchomić produkcję kauczuku w Ferrarze, a w 1941 roku do Stanów Zjednoczonych. W USA uzyskał patent numer 2 357 855 na polski proces i mimo oporu amerykańskiego lobby naftowego uruchomił w firmie Publicker Alcohol Co. wytwórnię o zdolności produkcyjnej dziesięciu tysięcy ton rocznie. Opona z keru zaprezentowana w polskim pawilonie na Nowojorskiej Wystawie Światowej w 1939 roku była reklamowana jako „opona z kartofla”. Redaktorzy „The New York Times”, odwiedzając ten pawilon po napaści Niemiec na Polskę, nazwali go najsmutniejszym miejscem na całej Wystawie, dodając, że w tym ogólnym przygnębieniu jedyną rzeczą, która budziła więcej zdziwienia niż smutku, była „solidnie wyglądająca opona zrobiona z alkoholu z ziemniaków, jeśli wierzyć niewiarygodnie brzmiącemu podpisowi”.

Historia zatoczyła koło. Dziś procesy produkcji biobutadienu z bioetanolu są przedmiotem żywego zainteresowania zarówno przedsiębiorstw produkcyjnych, w tym francuskiego koncernu Michelin, jak i wielu ośrodków naukowych na całym świecie.

Kaprolaktam dla świata

Drugim opracowanym w Instytucie procesem, który zrewolucjonizował światową produkcję kaprolaktamu i opartych na nim poliamidów, był proces wytwarzania cykloheksanonu z benzenu. Pierwszy patent pochodzi z 1958 roku. Twórcą wynalazku był profesor Stanisław Ciborowski, który wspólnie z Kazimierzem Balcerzakiem i Andrzejem Krzysztoforskim wdrożył go w Zakładach Azotowych w Tarnowie (1974) i w Zakładach Azotowych w Puławach (1976).

Obie te wytwórnie stanowiły referencję przy sprzedaży licencji za granicę. W latach osiemdziesiątych na licencji IChP wybudowano duże wytwórnie kaprolaktamu w Czechosłowacji, Hiszpanii, Indiach, Korei Południowej, na Tajwanie i we Włoszech. Sprzedaż licencji nie tylko rozsławiła polską chemię na świecie, ale i przyniosła Instytutowi, jako współwłaścicielowi praw wyłącznych, poważne korzyści. Produkcja cykloheksanonu w Polsce prowadzona jest do dziś, mimo zawirowań na globalnym rynku poliamidów.

Polastosil. Amortyzator, który trafił na Wschód

Kolejnym procesem eksportowym był silikonowy elastomer lepko-sprężysty Polastosil AMB. Chroniony patentem polskim numer 4 339 339 z 1981 roku, którego twórcą był docent Jeremi R. Maciejewski. Sprawdził się jako elastomerowy absorber uderzeń, amortyzator w zderzakach ciężkich wagonów kolejowych, szczególnie eksploatowanych w niskich temperaturach, gdzie zwykłe gumy traciły elastyczność.

Produkcję uruchomiono najpierw w Zakładzie Produkcji Małotonażowych IChP w 1986 roku, a następnie w Fabryce Urządzeń Mechanicznych Kamax w Kańczudze w 1991 roku z przeznaczeniem głównie na eksport do Rosji. Po wygaśnięciu patentów IChP Kamax ochronił ten kauczuk nowymi patentami pod nazwą Kamaxil®. Proces wytwarzania i stosowania przekazał do swojej rosyjskiej filii w Moskwie. Elastomer, który w latach 80. wyszedł z żoliborskich laboratoriów, jest produkowany do dziś.

POM, który dotarł do Yunnanu

Listę międzynarodowych sukcesów zamyka proces polimeryzacji trioksanu do polioksymetylenu (POM) w dwuślimakowym reaktorze o przeciwbieżnym ruchu ślimaków, tzw. reaktywne wytłaczanie. Historia tego tematu sięga 1959 roku, kiedy zespół magistra inżyniera Lecha Zakrzewskiego rozpoczął w Instytucie badania nad anionową polimeryzacją gazowego formaldehydu. Prace doprowadzono do skali wielkolaboratoryjnej.

W latach 1980–1990 Janusz Stasiński wspólnie z Piotrem Krzyżanowskim sprawdzili proces w skali półtechnicznej i wdrożyli go w Zakładach Azotowych w Tarnowie, zainteresowanych wytwarzaniem POM już od lat siedemdziesiątych. Decyzję o budowie technicznej wytwórni podjęto w 1985 roku, ale proces wdrożono w skali przemysłowej dopiero w 1994 roku, uruchamiając wytwórnię pod nazwą handlową Tarnoform® o zdolności produkcyjnej pięciu tysięcy ton rocznie, rozbudowaną do dziesięciu tysięcy w 1997 roku.

W tym samym 1997 roku licencja na proces została sprzedana chińskiej korporacji Yuntianhua z prowincji Yunnan. Chińczycy w 2002 roku wybudowali wytwórnię POM o zdolności dziesięciu tysięcy ton rocznie, a w 2006 roku kolejną o mocy dwudziestu tysięcy. Polski polimer pracował w Chinach, kiedy w Tarnowie wytwórnia wciąż stała.

Rynek POM miał wartość 4,71 miliarda dolarów w 2025 roku. W 2026 roku sięgnie 7,65 miliarda, a następnie będzie rósł do 2030 r. w tempie 5,40% rocznie.

Polski lek na białaczkę

Biodribin® to preparat przeciwbiałaczkowy oparty na kladrybinie – substancji czynnej opracowanej i produkowanej w Instytucie Chemii Przemysłowej. Lek został wprowadzony do lecznictwa w Polsce na przełomie lat 80. i 90. XX wieku i znalazł zastosowanie w leczeniu wybranych nowotworów układu krwiotwórczego. Instytut kontynuuje produkcję certyfikowanych substancji API do dziś: tylko w 2024 roku wyprodukowano ponad 253 miliony dawek. Kladrybina, imatynib, klopidogrel – leki ratujące życie tysiącom pacjentów na świecie wychodzą stąd, z Żoliborza.

Pierwsza polska insulina

W latach 1997–2000, z istotnym udziałem zaplecza badawczo-technologicznego Instytutu, opracowano Gensulin – pierwszą polską rekombinowaną insulinę ludzką. Zespoły Instytutu odpowiadały za skalowanie procesów biotechnologicznych i przygotowanie produkcji przemysłowej. Gensulin został zarejestrowany w 2000 roku i trafił do sprzedaży rok później, znacząco zwiększając dostępność terapii insulinowej w Polsce. W kolejnych latach był eksportowany i rejestrowany w wielu krajach świata.

Chemia, która leczy

W 2024 roku w żoliborskim Instytucie wyprodukowano ponad 253 miliony dawek substancji czynnych leków. Kladrybina dla pacjentów z białaczką, Imatynib, Sunitynib dla chorych na nowotwory, Karwedilol i Klopidogrel dla pacjentów kardiologicznych, Latanoprost dla pacjentów z jaskrą, Kalcytriol, Alfakalcydol i Kalcyfediol dla zaburzeń metabolizmu wapnia.

2020. Konsolidacja, która przyspieszyła zegar

Łukasiewicz – Instytut Chemii Przemysłowej wszedł do Sieci Badawczej Łukasiewicz w 2019 roku. Rok później, w 2020 roku, przeprowadzono konsolidację z dwoma innymi instytutami tej Sieci – Instytutem Farmaceutycznym oraz Instytutem Biotechnologii i Antybiotyków. Była to decyzja administracyjna. Ale to, co połączyła, sięgało o wiele głębiej niż zmiana na schemacie organizacyjnym.

Efektem była kontynuacja wytwarzania preparatu przeciwbiałaczkowego Biodribin®, opartego na Kladrybinie, substancji czynnej opracowanej i produkowanej wcześniej w Instytucie Biotechnologii i Antybiotyków. Lek został wprowadzony do lecznictwa w Polsce na przełomie lat 80. i 90. i znalazł zastosowanie w leczeniu wybranych nowotworów układu krwiotwórczego.

Gensulin. Pierwsza polska insulina

Jednym z największych osiągnięć polskiej biotechnologii lat dziewięćdziesiątych była pierwsza polska rekombinowana insulina ludzka – Gensulin. Została opracowana w latach 1997–2000 z istotnym udziałem zaplecza badawczo-technologicznego polskich instytutów badawczych, w tym zespołów odpowiedzialnych za skalowanie procesów biotechnologicznych i przygotowanie produkcji przemysłowej. Zarejestrowany w 2000 roku, wszedł do sprzedaży w 2001 roku, znacząco zwiększając dostępność terapii insulinowej w Polsce. W kolejnych latach był eksportowany i rejestrowany w wielu krajach świata.

Po konsolidacji z 2020 roku dziedzictwo to wraz z kompetencjami zespołów biotechnologicznych stało się częścią Łukasiewicz – IChP. To, co przed 2020 rokiem było osobnymi historiami Instytutu Farmaceutycznego, Instytutu Biotechnologii i Antybiotyków oraz Instytutu Chemii Przemysłowej, stało się jedną linią rozwoju.

API

Instytut kontynuuje produkcję certyfikowanych substancji czynnych leków (API – active pharmaceutical ingredients), spełniając rygorystyczne standardy GMP (good manufacturing practice). Produkcja obejmuje substancje stosowane w leczeniu nowotworów (Mesylan Imatynibu, Jabłczan Sunitynibu), chorób sercowo-naczyniowych (Karwedilol, Wodorosiarczan Klopidogrelu), jaskry (Latanoprost), zaburzeń metabolizmu wapnia (Kalcytriol, Alfakalcydol, Monowodzian Kalcyfediolu, Monowodzian Takalcytolu). Plus Kladrybina.

Tylko w samym 2024 roku wyprodukowano ponad 253 miliony dawek API. Każda z tych dawek, podana pacjentowi w Polsce lub za granicą, zaczęła się od żoliborskich laboratoriów.

Rozwijane są też nowe metody analizy jakości produktów farmaceutycznych. Badaniami obejmuje się także metabolity roślinne. Kompetencje w zakresie prowadzenia procesów zgodnie ze standardami GMP pozwalają Instytutowi realizować projekty dla krajowego i zagranicznego przemysłu farmaceutycznego.

Kampus Mościcki

Budowa i rewitalizacja Kampusu Mościcki to inwestycja za dwieście czterdzieści milionów złotych, z czego sto sześćdziesiąt milionów pochodzi ze środków Krajowego Planu Odbudowy. Nadzoruje ją doktor inżynier Ewa Śmigiera, dyrektor naczelna Instytutu od 2024 roku.

Trzy centra, jeden ekosystem

Projekt Kampus Mościcki obejmuje trzy centra badawcze, uzupełniające się zakresem i możliwościami badawczymi. Centrum Technologii Niskoemisyjnych (CeTeN) skupia kompetencje w obszarze technologii wodorowych, katalizy chemicznej i procesów proekologicznych, z naciskiem na możliwość weryfikacji technologii w skali pilotażowej. Centrum Rozwoju Produktów Farmaceutycznych i Pokrewnych (CeProFarm) koncentruje się na chemii leków, suplementów i kosmetyków oraz analityce farmaceutycznej. Centrum Technologii Wytwarzania API (CeTeAPI) – wyposażone zgodnie z wymogami GMP – ma umożliwiać wytwarzanie substancji czynnych leków w skali półtechnicznej. Łącznie siedem specjalistycznych laboratoriów rozmieszczonych w pięciu budynkach.

Sens tej struktury leży w tym, co ona oferuje każdej ze stron współpracy. Dla partnerów przemysłowych – możliwość szybszego i bezpieczniejszego sprawdzania technologii w warunkach zbliżonych do przemysłowych. Dla zespołów badawczych – dostęp do narzędzi, które pozwalają nie tylko opisywać zjawiska, ale też projektować procesy, kontrolować je i przygotowywać do wdrożeń. Dla nas jako Instytutu – wzrost wiarygodności w projektach wymagających odpowiedzialności technologicznej, bezpieczeństwa i powtarzalności, czyli tego, co w świecie przemysłu jest równie ważne jak pomysł i innowacja.

– dr inż. Ewa Śmigiera, dyrektor Łukasiewicz – IChP

Kampus Mościcki to także narzędzie budowania pozycji Instytutu na arenie europejskiej i globalnej. Trzy centra badawcze zostały zaprojektowane z myślą o współpracy z partnerami zagranicznymi. Nowoczesna infrastruktura ma również ułatwić aplikowanie o granty europejskie, w tym w ramach Horyzont Europa oraz staje się argumentem w rozmowach o projektach konsorcjalnych w Polsce”.

Kampus Mościcki – projekt w liczbach

▸ Całkowita wartość projektu: ok. 240 mln zł

▸ Dofinansowanie z KPO: 160 mln zł

▸ Wartość zakupionej aparatury badawczej: ponad 108 mln zł

▸ Liczba remontowanych obiektów: 4 budynki (4 place budowy jednocześnie)

▸ Liczba pozycji zakupowych aparatury: ponad 160

▸ Czas realizacji: niespełna 2 lata

▸ Trzy centra badawcze: CeTeN · CeProFarm · CeTeAPI

▸ Liczba specjalistycznych laboratoriów: 7

na zdjęciu: Plan Łukasiewicz – IChP z zaznaczonymi budynkami remontowanymi w ramach projektu Kampus Mościcki

Dwa lata pod presją: budowa, przetargi i zmienne ceny

Realizacja projektu w niespełna dwa lata wymagała równoległego prowadzenia czterech placów budowy na terenie jednego Instytutu. Budynki 1, 14, 16 i 20C przechodziły modernizację jednocześnie, każdy z własnym harmonogramem i zestawem wymagań technicznych – od standardów GMP w budynku 16 po adaptację części piwnicznej na laboratoria w budynku 14.

„Stare budynki podczas remontu ujawniają problemy niewidoczne na żadnym planie budowlanym i nieuwzględnione w żadnym kosztorysie. Jednocześnie równolegle toczył się proces zakupowy: kilkadziesiąt postępowań przetargowych obejmujących ponad 160 pozycji aparaturowych, koordynacja dostaw z wymogami harmonogramu budowlanego, bieżące dokumentowanie dla instytucji rozliczającej projekt. Gdy jedno postępowanie nie przynosiło rozstrzygnięcia, trzeba było ogłaszać kolejne – i liczyć, że zdążymy na czas”.

– Barbara Rajkowska, dyrektor departamentu ds. realizacji KPO, Łukasiewicz – IChP

na zdjęciu: Wykopy przy budynku nr 14

Ciągłość

Historia Instytutu odzwierciedla ciągłość działań ukierunkowanych na praktyczne zastosowania wyników badań naukowych, od pierwszych, pionierskich prac technologicznych prowadzonych w czasie I wojny światowej, przez intensywny rozwój przemysłu po 1945 roku (w tym branży tworzyw sztucznych i petrochemii), aż po współczesne obszary związane z transformacją energetyczną, zaawansowanymi materiałami, biotechnologią i farmacją.

Sto dziesięć lat później Instytut robi dokładnie to, co Ignacy Mościcki zapisał w pierwszym statucie z 23 kwietnia 1922 roku: prowadzi „działalność pionierską w kierunku pracy naukowo-twórczej nad budową przemysłu chemicznego w Polsce”.

Źródła fotografii: archiwum własne Łukasiewicz Instytutu Chemii Przemysłowej, Centrum Projektów Polska Cyfrowa, Narodowe Archiwum Cyfrowe
Źródła danych historycznych: „Pierwszy polski instytut chemiczny 1916–1952”, oprac. Zdzisław Bańkowski, Wyd. Instytut Chemii Przemysłowej, Warszawa 1987 r.
“75 lat Instytutu Chemii Przemysłowej im. prof. Ignacego Mościckiego”, oprac. zbiorowe, Wyd. Petit, Warszawa 1997 r.

This will close in 0 seconds

This will close in 0 seconds