W 1916 roku nie było dobrego momentu na zakładanie instytutów naukowych. Europa pogrążona była w I wojnie światowej. Fronty przecinały kontynent, brakowało surowców, energii i stabilnych struktur państwowych. Nauka, jeśli w ogóle mogła funkcjonować, musiała podporządkować się doraźnym potrzebom militarnym i gospodarczym.
A jednak to właśnie wtedy powstała idea polskiego instytutu chemicznego. Nie jako przedsięwzięcie prestiżowe. Nie jako akademicka ambicja. Lecz jako odpowiedź na bardzo konkretne pytanie: jak wykorzystać chemię, by budować nowoczesność i zaplecze przemysłowe nawet w warunkach globalnego konfliktu?
Od początku była to chemia „do użycia”. Skoncentrowana na energii, paliwach, surowcach i technologiach, które miały znaczenie dla gospodarki i bezpieczeństwa. Laboratoria nie były przestrzenią oderwaną od rzeczywistości — przeciwnie, stanowiły jej zaplecze technologiczne.
W kolejnych dekadach Instytut rozwijał się razem z państwem. W II Rzeczypospolitej współtworzył fundamenty nowoczesnego przemysłu chemicznego. Po II wojnie światowej odbudowywał się z ruin — nie od zera, lecz w oparciu o ciągłość wiedzy, doświadczenie i ludzi, którzy rozumieli, że chemia jest narzędziem rozwoju, a nie celem samym w sobie.
To nie jest prosta opowieść o postępie. To historia ciągłości myślenia naukowego, przerywanej przez wojny, zmiany granic i systemów politycznych, lecz nigdy całkowicie zerwanej. Nauka nie była tu luksusem — była koniecznością.
Rok 2026 to 110 lat tej historii. W kolejnych miesiącach wrócimy do ludzi, laboratoriów i decyzji, które ukształtowały polską chemię przemysłową. Nie z nostalgią — z pytaniem, co z tamtych fundamentów nadal pracuje na naszą współczesność.
Zapraszamy do śledzenia cyklu.

